Egoistą być?!

Czy istnieje coś takiego jak zdrowy egoizm? Jeśli tak, to gdzie przebiega granica pomiędzy zdrowym a „chorym”? Czy traktowanie czyjegoś zachowania, jako przesadnego egoizmu, zależy od tej osoby czy są jakieś ogólnie pojęte normy? Czy mamy prawo do bycia egoistą? Czy usprawiedliwiać nas mogą doświadczenia ostatnie i traumy? Czy można być jednocześnie egoistą i empatycznym człowiekiem? Czy można jednocześnie być egoistą i mieć dobre serce? Czy inaczej powinniśmy rozpatrywać egoizm w kontaktach z najbliższymi: rodziną, przyjaciółmi a inaczej z obcymi?

Zarzuca mi się ostatnio egoizm. W podtekście i z tonu wygłaszającej tą opinię osoby wynika, że mówimy o tym złym, zbytnim, nieprzystającym… Zarzuca mi się… Nie, tak nie wolno mi pisać. Miałam tu być szczera przede wszystkim przed sama sobą. Moja Mama ostatnio często używa tego określenia wobec mnie. W kontekście ostatnich wydarzeń związanych z jej samopoczuciem, reakcją na drastyczne zmiany w moim życiu powodujące drastyczne zmiany w życiu jej, przeprowadzką do innego miasta. Że umniejszam dramaty przez nią przeżywane kierując się jedynie swoim cierpieniem i swoja życiową zmianą i strachem przed nią, że nie jestem chętna do pomocy przy ogarnianiu sterty rzeczy do spakowania, że bagatelizuję problemy zdrowotne, że „głupoty mi w głowie”, gdy ona „ma inne problemy”. I to najdotkliwiej raniące „no przecież ty sobie jakoś radzisz” wypowiedziane wręcz ze zdziwieniem i pretensją.

Buntuję się ostatnio mocno przed osądzaniem moich decyzji i postępowań, przed próbą dopasowywania mnie do jakichś szablonów, przed narzucaniem mi jakichś norm, przed „a powinnaś”, „a nie wypada”, „a musisz”. Buntuję się przed określeniami typu „na zawsze”, „do końca”, przed dawaniem gwarancji jakiejkolwiek na cokolwiek. Buntuję się przeciwko pakowaniu mnie w jakieś symboliczne klatki ograniczeń wynikających z czyichś przekonań w stosunku do mnie i reszty świata.

Mam wewnętrzną, bardzo silną, potrzebę życia po swojemu, choć tak naprawdę sama jeszcze nie wiem, co to „po swojemu” znaczy. Kierowania się na ten moment swoim bezpieczeństwem, swoimi chęciami, swoim postrzeganiem świata i ludzi. Uciekam, kiedy chcę uciec, wybieram samotność, kiedy jej potrzebuję.

Jednocześnie jednak potrafię poprosić o czyjąś obecność, gdy towarzystwo wydaje się być niezbędne, poprosić o pomoc, gdy samej nie daję rady, dając jednak temu komuś prawo do odmowy i licząc się z jej możliwością.

Nigdy nie byłam potulna, pokorna, zastraszona czy obezwładniona nieśmiałością. Ale jest we mnie jakiś bunt teraz, w kontraście jakby do poprzednich lat podporządkowanych jednak w większym stopniu potrzebom innych osób. Jakaś ogromna potrzeba poczucia wolności i niezależności własnej, może chęć udowodnienia sobie, że dam radę z pokonaniem własnych strachów i ogarnę nową rzeczywistość SAMA właśnie???