Zapomniany niedokończony wpis z 9 listopada 2017

W zeszłym roku nauczyłam się o sobie mnóstwa rzeczy. O tym co jest dla mnie ważne. Co jest priorytetem. Z czego nie chce i nie umiem zrezygnować. No bo jak życie tak sobie płynie, goni, biegnie, mało mamy czasu, żeby poważnie się nad sobą zastanowić. Nawet AA I długoletnia terapia nie zmusiły mnie tak porządnie do autoanalizy jak zeszłoroczne traumy… Wiem, że cholernie ważna jest dla mnie własna samodzielność. Oczywiście cudownie jest polegać na kimś, poddać się opiece, ale mimo wszystko lubię być zosią samosią. Lubię też być nieco samolubna i egoistyczna. Zaspokajać własne potrzeby, choćby miał to być nowy lakier do paznokci w jakimś zachwycający kolorze czy nowe poszewki na poduszki.. Okazało się, że urządzanie tak dosłownie własnego mieszkania daje mi cholerną satysfakcję. Nawet jeśli wszystkie meble mają być białe a w domu ma być pełno niepraktycznych bibelotów. Dopasowanie dekoracji do pór roku i aktualnych świąt zawsze było moim hoplem. Kochałam atmosferę, którą tworzą kolorowe lampki, wzory na poduszkach, serwetki. Seba mnie skutecznie ograniczał w zapędach no bo wiadomo kasa… Teraz pomimo jakże zminimalizowanych zasobów finansowych nadal zmieniam dekoracje w zależności od aktualnych świąt…

Reklamy

Egoistą być?!

Czy istnieje coś takiego jak zdrowy egoizm? Jeśli tak, to gdzie przebiega granica pomiędzy zdrowym a „chorym”? Czy traktowanie czyjegoś zachowania, jako przesadnego egoizmu, zależy od tej osoby czy są jakieś ogólnie pojęte normy? Czy mamy prawo do bycia egoistą? Czy usprawiedliwiać nas mogą doświadczenia ostatnie i traumy? Czy można być jednocześnie egoistą i empatycznym człowiekiem? Czy można jednocześnie być egoistą i mieć dobre serce? Czy inaczej powinniśmy rozpatrywać egoizm w kontaktach z najbliższymi: rodziną, przyjaciółmi a inaczej z obcymi?

Zarzuca mi się ostatnio egoizm. W podtekście i z tonu wygłaszającej tą opinię osoby wynika, że mówimy o tym złym, zbytnim, nieprzystającym… Zarzuca mi się… Nie, tak nie wolno mi pisać. Miałam tu być szczera przede wszystkim przed sama sobą. Moja Mama ostatnio często używa tego określenia wobec mnie. W kontekście ostatnich wydarzeń związanych z jej samopoczuciem, reakcją na drastyczne zmiany w moim życiu powodujące drastyczne zmiany w życiu jej, przeprowadzką do innego miasta. Że umniejszam dramaty przez nią przeżywane kierując się jedynie swoim cierpieniem i swoja życiową zmianą i strachem przed nią, że nie jestem chętna do pomocy przy ogarnianiu sterty rzeczy do spakowania, że bagatelizuję problemy zdrowotne, że „głupoty mi w głowie”, gdy ona „ma inne problemy”. I to najdotkliwiej raniące „no przecież ty sobie jakoś radzisz” wypowiedziane wręcz ze zdziwieniem i pretensją.

Buntuję się ostatnio mocno przed osądzaniem moich decyzji i postępowań, przed próbą dopasowywania mnie do jakichś szablonów, przed narzucaniem mi jakichś norm, przed „a powinnaś”, „a nie wypada”, „a musisz”. Buntuję się przed określeniami typu „na zawsze”, „do końca”, przed dawaniem gwarancji jakiejkolwiek na cokolwiek. Buntuję się przeciwko pakowaniu mnie w jakieś symboliczne klatki ograniczeń wynikających z czyichś przekonań w stosunku do mnie i reszty świata.

Mam wewnętrzną, bardzo silną, potrzebę życia po swojemu, choć tak naprawdę sama jeszcze nie wiem, co to „po swojemu” znaczy. Kierowania się na ten moment swoim bezpieczeństwem, swoimi chęciami, swoim postrzeganiem świata i ludzi. Uciekam, kiedy chcę uciec, wybieram samotność, kiedy jej potrzebuję.

Jednocześnie jednak potrafię poprosić o czyjąś obecność, gdy towarzystwo wydaje się być niezbędne, poprosić o pomoc, gdy samej nie daję rady, dając jednak temu komuś prawo do odmowy i licząc się z jej możliwością.

Nigdy nie byłam potulna, pokorna, zastraszona czy obezwładniona nieśmiałością. Ale jest we mnie jakiś bunt teraz, w kontraście jakby do poprzednich lat podporządkowanych jednak w większym stopniu potrzebom innych osób. Jakaś ogromna potrzeba poczucia wolności i niezależności własnej, może chęć udowodnienia sobie, że dam radę z pokonaniem własnych strachów i ogarnę nową rzeczywistość SAMA właśnie???