Wysiadam….

Zwariuję, nie ogarniam….Czas tak zapitala, godzina za godziną, nie tyle przecieka, co wodospadem jakimś pędzi łamiąc mi palce, zmęczenie i senność nie odpuszczają pomimo słońca za oknem, ilość pozycji na „List to do” jest nie do ogarnięcia… Zapominam o połowie.. Ciągle się spieszę, ciągle się spóźniam, burdel w domu i głowie… Najchętniej przespałabym dzień cały bo wtedy i myśli się zatrzymują i ciało nie pokazuje, że jeszcze nie jest sprawne… I brzuch w pozycji na plecach wygląda na bardziej płaski… Tak, żartuję trochę ratując się przed tym czymś co ściska za gardło…. Strach? Przed powrotem do pracy, przed ślubem, przed wyjazdem Kaja…. Qrczę kiedyś byłam odwazniejsza albo taką udawałam ze wszystkich sił…. Potrzeba mi siły, konsekwencji, samozaparcia!!! Ktoś może mi podarować taki zestaw w prezencie??

Reklamy

Nienawiść…trudno, ulało mi się…

Nienawiść to podobno złe uczucie. Tak nam wmawiają od dzieciństwa. Nie uczą nas jak sobie z nią radzić.Nie dają na nią recepty. Zła i tyle..

Czuję nienawiść. W tym czasie, kiedy wszyscy przygotowują się do nadchodzących Świąt, szukają prezentów, pieką pierniczki, ustalają harmonogram wizyt, ja czuję nienawiść. Za zmiany, na które nie jestem gotowa, za wywrócenie życia do góry nogami, za smutek i rozżalenie, za kolejne pakowane wieczorami pudła, za trzymaną zbyt długą w dłoniach każdą książkę, za łzy pojawiające się przy wywołujących wspomnienia piosenkach. Za rozczarowanie, kiedy patrzę na Ciebie tak obcego i kompletnie mi nieznanego. Za pustkę i ciszę w domu, który, przynajmniej w teorii, miał być nasz. Za każdą decyzję, którą muszę podjąć sama. Za ich ilość, która przytłacza. Za wypalane znów w nadmiarze papierosy, za problemy z zaśnięciem i potem ze wstaniem. Za obcość między nami. Za trudne uczucia, z którymi musi sobie radzić nasz Syn. Za wszystkie „a gdyby”, „a może”. Za każde wspomnienie ostatnich miesięcy a może nawet lat zbrukane zastanawianiem się, czy już wtedy prowadziłeś podwójne życie. Za każdą podartą w strzępy walentynkową kartkę z „na zawsze”. Za biżuterię, której nie mogę nosić. Za nieobecność ukochanego psa. Za rozregulowany cykl miesiączkowy i kiepską odporność. Za niemożność skupienia uwagi i pojawiające się czasem myśli o alkoholu. Za poczucie przegranej i strach przed przyszłością bez Ciebie. Za własnoręcznie zaprojektowaną łazienkę, w której ostatni raz biorę lawendową kąpiel. Za kłótnie z Mamą, którym tak naprawdę nie jestem winna. Za wielką niewiadomą. Za pieniądze wydane na prawnika i na nowe meble, z których nie umiem się cieszyć. Za sztampowe i kompletnie nie od serca życzenia urodzinowe, wysłane ot tak, dla uspokojenia wyrzutów sumienia. Za Twój każdy nowy sweter. Za dietę, na którą przy mnie nie chciałeś przejść. Za to, że jest młodsza. Za wątpliwości co do sensu trzeźwienia i zmian, które w sobie z takim trudem poczyniłam. Za trzęsące się dłonie. Za straszny żal, że powierzyłam Ci tyle swoich tajemnic. Za czas, który płynie nieubłaganie. Za przekonanie, że Cię okradam. Za świadomość, że Ty okradłeś mnie. Za wyrzucenie na śmietnik wszystkiego, co było dla mnie ważne. Za wyrzucenie na śmietnik 20 lat naszego małżeństwa. Za wyrzucenie na śmietnik mnie. Za Twoje dobre samopoczucie. Za Wasze wspólne kolacje i za każde Twoje wyjście do kina beze mnie. Za zazdrość, której nie chcę czuć. Za skamieniałe serce, które nie wie czy umie kochać tak jak by chciało. Za każdą zmarszczkę urastającą w moich oczach do monstrualnych rozmiarów. Za Twój egoizm i całkowity brak empatii. Za codzienne zmuszanie się do wykonywania podstawowych czynności. Za brak nadziei. Za brak wiary w siebie i w to, że mi się uda. Za jesienno-zimową aurę, która potęguje jeszcze moje depresyjne nastroje. Za opadające z winogron liście i za to, że nie zobaczę ich pąków na wiosnę. Za najwspanialszych sąsiadów na świecie i osiedlowych cudownych znajomych. Za całą Twoją rodzinę, która nie jest już moją. Za przyszły czwartek, który przeraża. Za nazwisko, którego noszenia nadal nie widzę już sensu.

Nienawidzę Cię Sebastian.