Ad udaru wśród młodych ludzi

Dziś znów polecam Wam wpis lewaczki, czyli mojej udarowej „młodszej siostry”. Choć w sumie mogłaby być chyba nawet moją córką. Wczoraj dotarła do nas kolejna informacja o śmierci wskutek udaru. I znów człowiek przed 60tką, gwiazda mojej młodości, Luke Perry, aktor kultowego serialu lat mojego dojrzewania „Beverly Hills 90210”. Powikłania po udarze, nie obudził się ze śpiączki….

Sharon Stone, która wyszła w miarę cało, rozczuliła mnie opowieścią jak to tuż po udarze mówiła tylko jedno słowo na określenie wszystkiego „fuck”. Ludzki mózg działa dziwnie…

Ostatnio zasłyszana opowieść o kobiecie w 6 miesiącu ciąży, która walczy po udarze. W zasadzie walczą oboje 😥.

Kochani „Młodzi” błagam nie myślcie, że jesteście nieśmiertelni. Kiepskie odżywianie, fajki, alkohol, trawka no i przede wszystkim ten cholerny stres… Wasze ciało też może powiedzieć STOP.

Martwię się o Kaja, zdołowany ostatnimi przejściami, zrozpaczony, nie widzący sensu w dalszym bytowaniu… Plus papierosy, alkohol na smutki, no i udar w rodzinie i rak w historii genetycznej…. Cóż mi pozostaje poza matczynym „truciem”??

 

 

 

http://lewaczka.pl/udary-mlodym-wieku-sa-rzadkie/

 

Reklamy

Ciekawe doświadczenia…

Dwa dni temu, weekend, sobota, rano niby ok, trochę wstaję lewą noga bo poprzedniego wieczoru lekka sprzeczka z Tomaszem, ale podskórnie czuję, że coś jest nie tak. Jadę na manicure tytanowy do cudnej Ani, wracam z różowymi szponami ale lekko ćmi mnie głowa… Kładę się na trochę, Tomasz mnie wygania z wyra bo przecież zarezerwowaliśmy stolik w Curry Mary ( nota bene polecam gorąco!) a tu na lewym oku jakaś plama, cień jakiś widzę i jakoś dziwnie drętwieje mi  skóra wokół nosa… I oczywiście panika!! Drugi udar!! jadę jednak na obiad, siadamy, wyszczerzam się do Tomka żeby sprawdził czy buzia równo się krzywi i nagle myśl ” Przecież jest Tomek, jest samochód, szpital Raszei niedaleko, najwyżej pojedziemy żeby ktoś mnie zbadał. A jak drugi udar – no cóż jeden przeszłam to drugi też przejdę…” I w tym momencie uspokoiłam się, przestałam się nakręcać, do końca obiadu prawie mi przeszło… A przed facebookiem olśnienie : „Uwaga, ponadnormatywne wysokie ciśnienie w Polsce!”. No i tuż przed okresem, więc miałam prawo gorzej się poczuć….

Kolejna nowość ( teraz męska część moich czytelników może ominąć ten fragment 😉 drugi miesiąc testuję kubeczek menstruacyjny… Jeszcze się z nim oswajam, ale już przy pierwszym razie zużyłam co najmniej o połowę mniej środków higienicznych… Więc… Jestem optymistką… żesz… Jak cudownie byłoby np móc ćwiczyć w tym czasie normalnie i spać bez strachu… Będę zdawać relację, nie martwcie się nie na żywo 😉

 

kolejny rozdział zamknięty?? przecież już dawno…

Mój Były zostanie tatą po raz drugi…I co? przecież do przewidzenia to było… A jednak żuję tą informację od wczoraj i dziwnie mi jakoś…. Zazdroszczę mu to prawda. Lecz z drugiej strony? Przecież gdyby mi tak strasznie zależało przeciągnęłabym swoją osobę po wszystkich możliwych lekarzach sprawdzając przeciwwskazania i możliwości. Tak ( sorry za porównanie) jak i w przypadku chęci posiadania psa… Gdyby mi na prawdę zależało zobowiązałabym się do wypełniania obowiązków . A Najdroższy mój Mąż pewnie po kilku dyskusjach dałby się przekonać… A tak czyż nie wygodniej rzucić w przestrzeń : oj za stara jestem i po udarze… Oj Tomek nie chce psa…. Leniwa jestem i tyle! Za dobrze mi w tym naszym bezpiecznym gniazdku, za wygodnie, za ciepło… Nic nie muszę, żadnych prawdziwych obowiązków… Tyle, że zawsze spełniałam się w tej opiece nad kimś i przytulaniu kogoś… Spełniałam się w byciu Mamą i właścicielką psa…. To o co mi chodzi? Żal mi? Ale czego? Kogo? Potwierdzeniem to ostatecznym dla mnie naszego nie bycia ze sobą już na wieki wieków? a może po prostu wściekam się, że on też szczęśliwy będzie? No bo przecież za krzywdy mi wyrządzone nikt go do cholery nie ukarał jeszcze!! To ja musiałam się wyprowadzić, porzucić ukochane przedmioty, wspomnienia, to na moich rękach umarła Norka, to ja w końcu udar mózgu miałam czego konsekwencje do końca życia odczuwać będę. A on? Nawet jak praca dla której porzucił swoje ukochane Lyreco go zawiodła to hej siup znalazł nową, latają sobie wakacyjnie po świecie, kasy im nie brak, zadowolenia z siebie też nie….a teraz jeszcze szczęśliwa rodzinka na zdjęciach się będzie uwieczniać… tak , szlag mnie trafia, trudno, muszę się przyznać do niegodnych uczuć…  Wybacz mi Boże brak pokory i pamięć krótką.. żółty wąż zazdrości… postaram się zbyt długo nie gościć go w sobie…. przecież szczęśliwa jestem i mam za co dziękować! Muszę Synowi swemu pomóc zaakceptować tą sytuacje i odnaleźć się w nowej roli wujko-brata. I pomóc mu znaleźć w tym radość. Nim sam tatą zostanie…

Zimowy niechcemiś, bóle głowy, osłabienie…

Kompletnie nic nie robię… Obecność Tomka jedynie mnie zmusza do minimalnej aktywności. Gdybym była sama nie wychodziłabym z łóżka. Bóle głowy od tygodnia, trochę zatokowe, trochę napięciowe, kompletny zjazd w pracy, dwie odmowne odpowiedzi listowne-ad podwyższenia stopnia niepełnosprawności i ad umorzenia postępowania wobec dr Niezgody. Pseudo zima za oknem, tycie… To wszystko mnie tłamsi, dołuje i zniechęca… Sny intensywnie fabularne nie pozwalają w nocy porządnie się wyłączyć… Wiosny pragnę, wiosny i słońca i zieleni i świergotu ptaków… Wysiłek pod postacią rozbierania choinki i sprzątnięcia świątecznych pierdół znów łóżkiem i bólem głowy się zakończył. Z podziwem dziś słuchałam lajfa Kasi-lewaczkę na FB. Ile to dziewczę ma pomysłów, ile zamiarów, tu ebooki, tu kolejny biznes, tu aktywność fizyczna… Nie wierzę, że to 14 lat różnicy między nami jest przyczyną. Obie jesteśmy po udarze, ona jeszcze gorzej doświadczona komplikacji i przypadłościami po nabytymi. A jednak to ja osiadłam w miejscu bezruchem i bezchęcią jakąś. Nadzieja w tym, że ten dół minie jak i wszystkie poprzednie…

„Zabawa,zabawa…”

Tak sobie beztrosko poszłam z Tomaszem do kina na nowy film Kingi Dębskiej. I… Wyszłam z sali pijana, z suchością w gardle.. Pewnie nie pomógł przedkinowy ból głowy ani ogólnie średnie samopoczucie natomiast nie sądziłam, że aż tak mnie weźmie… przełykałam ślinę gdy bohaterki grane przez Dorotę Kolak i Agatę Kuleszę łykały wódę czy whisky, patrzyłam na rozchwiane spojrzenia, ręce ledwo zapalające papierosa i pytałam sama siebie czy ja też tak beznadziejnie wtedy wyglądałam? Kobiety piją inaczej, jakby bardziej po cichu,do siebie, no może nie wtedy kiedy wjeżdżają w podziemne przejścia ale… Ta usilność w wyraźnym mówieniu, błędny wzrok, chaotyczne ruchy…  Popłakałam się kiedy na spotkaniu AA kobieta opowiadała jak wychodziła z domu na noc chlać i spaliły się jej dzieci. Kurwa przecież ja też zostawiałam Młodego samego i wracałam rano… Samochód po pijaku prowadziłam raz jadąc do koleżanki kilka ulic dalej…  Wstrząsnęła mną myśl jakie w sumie miałam szczęście, nikt nie zginął, Kaj nie wstał w nocy i nie zaczął mnie szukać… Rozwiodłam się i tak, oczywiście, wszyscy wiemy, że chlanie miało w tym swój udział… Ale o ile gorzej mogłoby być…. Ile razy mogłam zaliczyć wpadkę jak najmłodsza bohaterka filmu?? Ile razy byłam o krok od niebezpieczeństwa pijana wracając do domu? Co prawda zawsze starałam się żeby jednak ktoś bliski i znajomy jakoś mnie asekurował. Ratował mnie też słaby żołądek , haftowanie trzeźwiło natychmiast. Z perspektywy tych 7 lat trzeźwości patrzę w lustro i trudno mi uwierzyć, że ja z teraz i ja sprzed 7 lat to ta sama ja…. Komu mam dziękować za opiekę? Bogu dziękuję przecież co jakiś czas…. Zawsze wiedziałam, że gdzieś tam nade mną czuwa mimo wszystko….

Tato…

Tato, często ostatnio jesteś w moich myślach i słowach. Dużo o  Tobie opowiadałam ostatnio. Trochę ludzi podczas świąteczno-noworocznych spotkań Cię wspominało…I co? I okazuje się, że Twoją osoba nie budzi już we mnie aż tak negatywnych emocji… Potrafię mówić o tym co było dobre, potrafię nawet przyznać, że tęsknię za Tobą… Nadal buntuję się przeciwko stawianiu Cię na piedestale i idealizowaniu ale potrafię też przypomnieć sobie nasze dobre chwile, Twoje dobre cechy, Twoją dobrą obecność… Pamiętam wsparcie w każdym momencie, to, że zawsze stałeś po mojej stronie, że mnie broniłeś, pomagałeś mi… Czasem jeszcze złoszczę się na Ciebie ale bardziej w kontekście zepsucia mi tego wspominania i tęsknoty… Bo o ile łatwiej byłoby mi tęsknić tak całkowicie i szczerze bez żadnego ale… Ile przyjemniej byłoby mówić, że mój Tata był dobrym człowiekiem bez dodawania, że z jedną wadą… Śniłeś mi się ostatnio przez chwilę, przyszedłeś gdzieś gdzie byłam z większą grupą ludzi, jakbyś dołączał do towarzystwa, nie byłeś chory i prowadziłeś Norkę na smyczy. Zinterpretowałam to sobie oczywiście, że się nią tam opiekujesz…. I jakoś mi się lżej ciut zrobiło. Poza tym coraz częściej proszę Cię o pomoc. Jak czegoś nie mogę znaleźć albo z czymś dać rady, mówię na głos „Tato pomóż” i zazwyczaj działa… Żałuję, że nie poznasz Tomka… Pokochałbyś Go za to jak mnie uszczęśliwia, dużo w Was podobieństw… Żałuję, że Kaja nie możesz wspierać radami i obecnością prawdziwego Dziadka… Czyżbym wreszcie dojrzała do przebaczenia?!