PMS…

W tym miesiącu mnie dopadł. Taki gigantyczny, z całym przekrojem emocji. Na pograniczu histerii. Fizyczne objawy tym razem wysiadają przy psychicznym odbiciu totalnym. Zła jak osa od pobudki w czwartek rano nie mogłam odnaleźć się w tym wściekłym szaleństwie. Zdumiona rynsztokiem wylewającym mi się z ust podczas porannej podróży autem do pracy zajrzałam w kalendarz i mnie oświeciło. Musiałam kontrolować się non stop a i tak zaliczyłam starcie z koleżanką, która akurat tego dnia zauważała moje pomyłki. Które dla mnie oczywiście pomyłkami nie były ty czepialska idiotko!!!! 😉 Dodatkowo zmęczenie i całkowity brak ochoty na cokolwiek poza czekoladą, najchętniej spałabym non stop budząc się tylko na siku i czekoladę. Wczoraj oberwalo się Tomkowi, który z uporem maniaka powtarza, że wykorzystuję to jako argument do bycia wredną (tak kochanie bo przecież uwielbiam taką być… Wrrrrr…). Dziś podpadła też Freja. Chyba była zdziwiona, że mogę na nią krzyczeć i że dostała po tyłku. Ale dziura w ulubionym dywanie i pysk w mojej sałatce to już było za dużo.

Gdzieś wyczytałam, że WHO debatuje nad uznaniem zespołu napięcia jako choroby. Stopień zaawansowania objawów bywa tak duży, że kobiety rzeczywiście podobno mogą nad tym nie panować (no really??). Ja proponuję stworzyć ośrodki odosobnienia dla nas w tym stanie, ale nie w sensie szpitala psychiatrycznego, bardziej pustelni gdzie ilość prawdopodobnych bodźcow zminimalizowano by jak najbardziej ograniczając ryzyko kontaktu z innymi ludźmi. I możliwość wzięcia L4 albo chociaż home office w tym najgorszym czasie bo to przecież i tak produktywność żadna. I koniecznie uczenie w szkołach młodych chłopaków, że ich koleżankom może się coś takiego przytrafić i że naprawdę świat się nie zawali a mężczyźni mogą tylko zyskać w naszych oczach kiedy przez te parę dni pozwolą nam nie wchodzić w  interakcje inne niż czułe objęcia albo dyskretne czuwanie z oddali.

Za Wikipedią : „Zespół napięcia przedmiesiączkowegoZNP(premenstrual syndrome, PMS) – zespół objawów fizycznych, emocjonalnych i psychicznych występujący od kilku do kilkunastu dni przed menstruacją. Bardzo często towarzyszy kobiecie również na jej początku. Nie jest pewne, co tak naprawdę wywołuje ZNP, jednak uważa się, że jest on skutkiem zaburzeń hormonalnych pod koniec cyklu miesiączkowego – nadmiernej produkcji estrogenów przy niedoborze progestagenów. Badania ostatnich lat wykazały, że u podłoża PMS leży działanie endogennych metabolitów progesteronu na poziomie ośrodkowego układu nerwowego. Czynniki genetyczne również mają znaczenie: przy występowaniu PMS-u jednego bliźnięcia, ryzyko wystąpienia PMS-u drugiego bliźnięcia jest dwa razy wyższe wśród bliźniąt jednojajowych niż dwujajowych.Opisanych zostało 150 objawów towarzyszących ZNP, oto najczęstsze z nich:

  • huśtawka nastrojów
  • rozdrażnienie
  • dysforia
  • agresja
  • depresja
  • płaczliwość
  • problemy z koncentracją i zapamiętywaniem
  • zmniejszona aktywność życiowa
  • uczucie zmęczenia
  • zmiana apetytu
  • bóle głowy
  • bóle pleców
  • bolesność piersi
  • zaparcia i wzdęcia
  • uczucie ciężkości, puchnięcia (głównie nóg i twarzy)
  • wzrost masy ciała od 2 do 4 kg
  • zaostrzenie alergii
  • wzmożone pocenie, uczucie gorąca
  • pogorszenie koordynacji ruchów
  • problemy ze wzrokiem
  • smutek
  • przygnębienie
  • rozczarowanie. „

Pamięć fotograficzna

Kiedyś, chyba w jakimś filmie, padło stwierdzenie, że orki robią takie jakby zdjęcia temu co widzą, np.zapamietują w ten sposób ludzi.. Jestem zatem ludzką orką…

Ujęć mnóstwo. Klatek. Zatrzymanych w danym momencie. Część nieprzyjemnych, odpychanych jak tylko się pojawią, najczęściej te z ojcem w kontaktach raczej nie rodzicielskich. Klatka: noc, cisza, Jego oddech… Klatka: ja na Jego kolanach.. Klatka:oczy Seby podczas tej nocnej rozmowy… Klatka:oczy Kaja gdy Mu mówiłam, że się wyprowadzam. Klatka: zwłoki Taty wynoszone z mieszkania w Łodzi. Klatka: ostatni oddech Nory. Klatka: dławiący strach jak pogotowie wynosiło mnie z Dąbrówki i powtarzane do Tomka „powiedz Kajowi, że Go kocham”.

SA też milsze.. Klatka:granatowe oczy Kaja tuż po narodzinach, zapach Jego skóry przy karmieniu. Klatka: uśmiechnięte niebieskie oczy Tomka na mój widok na pierwszej randce. Klatka: Jego ciepłe ręce obejmujące mnie na pożegnanie. Klatka:Jego ciepła dłoń trzymająca moją w Piaskach gdy przy Nim zasypiałam chora w gorączce. Klatka: moje rozciagniete w uśmiechu policzki na naszym ślubie. Klatka:Kaj śpiewający Timberlake’a na jakichś tam dniach szkoły podstawowej. Klatka: uśmiechnięty pysk Nory na wiosennym spacerze w lesie. Klatka:strach wymieszany z radosnym oczekiwaniem tuż przed pierwszym ukłuciem igły na karku przy pierwszym tatuażu. Klatka: pierścionek zaręczynowy od Tomka na palcu i natychmiastowy telefon do Donaty, żeby się pochwalić. Klatka: czarny rozgwieżdżony kwadrat okna w dachu kajuty jachtu przed wypłynięciem jeszcze w pierwszym porcie w Chorwacji i zapach lawendy, którą Seba na mnie rozsypał przez to okno.

CDN.

Finansowo nie ogarniam…

Jestem kompletnie nie ogarnięta finansowo. Nie oszczędzam, wydaję co do grosza wszystko co mam, a przecież wcale nie mam mało. Ciuchy, jedzenie na mieście, kaprysy, kosmetyki. Nie umiem nad tym zapanować, odleciałam kompletnie. Jeszcze niedawno bez problemu ogarnialam rehabilitację prawie 3 razy w tygodniu i co miesiąc do następnej wypłaty jakoś wystarczało. Teraz gdzieś mi się to wszystko rozp…o kompletnie. Risk mnie dobił to pewne. I nonszalancja finansowa i beztroska i bezrefleksyjność totalna. A zegar tyka. Do końca sierpnia już coraz mniej czasu. A i alimenty od Seby kiedyś się skończą. Brak mi silnej woli, siły charakteru, wkurzam się, że pewnie Seba miał rację…. Jakieś rady na szybkie i skuteczne ogarnięcie? Nie liczę, że bezbolesne…

Zimowy niechcemiś, bóle głowy, osłabienie…

Kompletnie nic nie robię… Obecność Tomka jedynie mnie zmusza do minimalnej aktywności. Gdybym była sama nie wychodziłabym z łóżka. Bóle głowy od tygodnia, trochę zatokowe, trochę napięciowe, kompletny zjazd w pracy, dwie odmowne odpowiedzi listowne-ad podwyższenia stopnia niepełnosprawności i ad umorzenia postępowania wobec dr Niezgody. Pseudo zima za oknem, tycie… To wszystko mnie tłamsi, dołuje i zniechęca… Sny intensywnie fabularne nie pozwalają w nocy porządnie się wyłączyć… Wiosny pragnę, wiosny i słońca i zieleni i świergotu ptaków… Wysiłek pod postacią rozbierania choinki i sprzątnięcia świątecznych pierdół znów łóżkiem i bólem głowy się zakończył. Z podziwem dziś słuchałam lajfa Kasi-lewaczkę na FB. Ile to dziewczę ma pomysłów, ile zamiarów, tu ebooki, tu kolejny biznes, tu aktywność fizyczna… Nie wierzę, że to 14 lat różnicy między nami jest przyczyną. Obie jesteśmy po udarze, ona jeszcze gorzej doświadczona komplikacji i przypadłościami po nabytymi. A jednak to ja osiadłam w miejscu bezruchem i bezchęcią jakąś. Nadzieja w tym, że ten dół minie jak i wszystkie poprzednie…

„Zabawa,zabawa…”

Tak sobie beztrosko poszłam z Tomaszem do kina na nowy film Kingi Dębskiej. I… Wyszłam z sali pijana, z suchością w gardle.. Pewnie nie pomógł przedkinowy ból głowy ani ogólnie średnie samopoczucie natomiast nie sądziłam, że aż tak mnie weźmie… przełykałam ślinę gdy bohaterki grane przez Dorotę Kolak i Agatę Kuleszę łykały wódę czy whisky, patrzyłam na rozchwiane spojrzenia, ręce ledwo zapalające papierosa i pytałam sama siebie czy ja też tak beznadziejnie wtedy wyglądałam? Kobiety piją inaczej, jakby bardziej po cichu,do siebie, no może nie wtedy kiedy wjeżdżają w podziemne przejścia ale… Ta usilność w wyraźnym mówieniu, błędny wzrok, chaotyczne ruchy…  Popłakałam się kiedy na spotkaniu AA kobieta opowiadała jak wychodziła z domu na noc chlać i spaliły się jej dzieci. Kurwa przecież ja też zostawiałam Młodego samego i wracałam rano… Samochód po pijaku prowadziłam raz jadąc do koleżanki kilka ulic dalej…  Wstrząsnęła mną myśl jakie w sumie miałam szczęście, nikt nie zginął, Kaj nie wstał w nocy i nie zaczął mnie szukać… Rozwiodłam się i tak, oczywiście, wszyscy wiemy, że chlanie miało w tym swój udział… Ale o ile gorzej mogłoby być…. Ile razy mogłam zaliczyć wpadkę jak najmłodsza bohaterka filmu?? Ile razy byłam o krok od niebezpieczeństwa pijana wracając do domu? Co prawda zawsze starałam się żeby jednak ktoś bliski i znajomy jakoś mnie asekurował. Ratował mnie też słaby żołądek , haftowanie trzeźwiło natychmiast. Z perspektywy tych 7 lat trzeźwości patrzę w lustro i trudno mi uwierzyć, że ja z teraz i ja sprzed 7 lat to ta sama ja…. Komu mam dziękować za opiekę? Bogu dziękuję przecież co jakiś czas…. Zawsze wiedziałam, że gdzieś tam nade mną czuwa mimo wszystko….

„Dlaczego on mnie zdradził? / Dlaczego ona mnie zdradziła?” — Pokolenie Ikea – CYTAT

 

 

Z tymi romansami to jest tak, jak w tym dowcipie, gdzie facet wstał rano i wypełzł ze swojej nory, drapiąc się po jajach i spodziewając się, że ten dzień będzie odrobinę lepszy niż setka chujowych za nim. Pewne przesłanki ku temu były, bo tego dnia były jego urodziny. Miał nadzieję, że żona da mu prezent […]

via Dlaczego on mnie zdradził? / Dlaczego ona mnie zdradziła? — Pokolenie Ikea

lato, wakacje,czyli o czym by tu ? ;)

MajorkaLato w połowie… Podróż poślubna minęła mignięciem jakimś… Majorka… Luksusowo brzmi, luksusem może nie było w odczuciu moim ale było super… Początkowe warkoty nasze, spowodowane niewyspaniem,  przemęczeniem, problemem z przestawieniem się w tryb urlopowy, minęły na szczęście i mogliśmy cieszyć się sobą i okolicą i klimatem… Polecam tę wyspę gorąco! Nawet w największym upale funkcjonować można znośnie, plaże piaszczyste, woda przeźroczysta, drogi bardzo dobre, widoki przepiękne, jedzenie…mniam… Drogo? A i owszem tanio nie jest… Ale to nie miał być tryb spędzania tanich wakacji… Słony smak na ustach, morska bryza we włosach, Zacytuję Wam swój fejsbukowy wpis dla lepszej ilustracji nastrojów moich:

„Od jakiegoś czasu nie wstydzę się przyznać, że bardziej niż zabytkowe kościoły i muzea pociągają mnie w obcych krajach wrażenia… Smakowe, zapachowe, dźwiękowe… Zapach słonej bryzy morskiej, spalonej słońcem skóry, rozgrzanego piasku… Szum fal i palm…. Zapach obcych miast, mieszanka spoconych turystów, czasem kanalizacji, ekskluzywnych perfum, smażonych owoców morza… To jest dla mnie kwintesencja wakacji… Ten specyficzny zapach ciepłych krajów będący mieszanka tego wszystkiego… Smak cieknącego sokiem po brodzie świeżo pokrojonego mango. I ananasa… Wprost na plaży… Plasterki zimnego kokosa….grillowana ośmiornica, która w Polsce nigdy nie smakuje aż tak dobrze… Pierzaste liście palm na błękitnym niebie… Brzęk bransoletek na kostkach… Melodia obcego języka…. Świadomość bezkarnej anonimowości… Język angielski, którym nagle porozumiewam się bez zahamowań i obaw, że coś pomylę… Ciepły wieczorny deszcz zaskakujący nas nad basenem po kolacji… Delikatny wiatr na nagich piersiach bo w końcu mogę opalać się topless… Swoboda jaką czuję w wodzie, na chwilę zapominam o ograniczeniach ciała… Dziękuję za to wszystko… Komu? Bogu, samej sobie, ukochanemu, losowi… Odczuwam głęboką wdzięczność…”.

No własnie… Permanentnie odczuwam ostatnio wdzięczność i szczęście.. I miłość oczywiście… Ale taka szerzej pojętą , nieograniczona jedynie do Małżonka mego Ukochanego… Aż czasem się boję to stracić…