I znów dziwię się zmianom…

Dokładnie rok temu wróciłam do pracy po chorobie. Rok później już jej nie mam… Zdecydowałam się na sąd choć szkoda mi kasy na prawnika i nie jestem przekonana czy się uda. A tak chodzę na rozmowy, wysyłam oferty, długo śpię, tęsknię za Tomaszkiem, który w delegacji, obżeram się truskawkami ale w sumie jakoś mi nie bardzo… Boję się, że nikt mnie nie zatrudni. Brak twardych, konkretnych umiejętności. Co z tego, że przebojowa, kontaktowa, inteligentna? Spiep…m sobie ścieżkę zawodowa już dawno, pewnie wtedy kiedy zrezygnowałam ze studiów. Nigdy specjalnie nie lubiłam się uczyć… Może poszukam jakiś kursów, choć za free to chyba tylko jako oficjalnie zarejestrowana bezrobotna. Chcę mi się powrotu na wakacje, morza, plaży.. Albo chociaż wyjazdów jakiś… Boże pomóż i tym razem. Odnaleźć sens i wiarę w siebie i motywację i chęci do zmian…

Reklamy

Norka..

Przypadkiem obejrzane zdjęcie na insta Kaja jest powodem tego posta.. Nora… Tęsknię za nią mocno wciąż mimo upływu czasu… Była wyjątkowa. Ciepła uważna wierna kochana mądra zabawna.Siedziala przy mnie z łbem na kolanach jak wyłam po ojcu, siadała cierpliwie obok na spacerze czekając aż minie mi szloch i atak paniki po rozstaniu z Sebą, nie zapomnę tego szeroko uśmiechniętego pyska na spacerze w lesie kiedy każdy patyczek był jej. Kiedy pozwalaliśmy jej zamoczyć dupkę w jakimś potoczku. Miny nieszczęśliwej kiedy wsadzaliśmy ją do wanny i potem szalonego kołowrotka na ogrodzie po kąpieli. Podgryzania Kajowych pięt i spodni jak była malutka. Szaleństw podłogowych z Sebastianem, uwielbiała go. Głośnego „gadania” na przywitanie Mamy z Ojcem potem z Zygmuntem. Ogona zrzucającego wszystko z ławy. Poduszek pachnących psem. Zapachu psich łap. Krecika od kluczy noszonego z dumą w pysku podczas powrotu ze spaceru. Biegu przy rowerze kiedy była młodsza. Obrony swoich ludzi podczas incydentu z jakimś durnym wsiokiem, który wyskoczył na nas drąc się i machając łapami. Do dziś pamiętam wyszczerzone białe zęby i gardłowy warkot. Cierpliwość wielką przy wszystkich weterynaryjnych zabiegach. Mój strach jak odpływała po narkozie przed jakąś kolejną operacją. Pamiętam jak się z Tatą lubili. Na początku mieściła mu się na dłoni. Kiedy odszedł a Seba przywiózł ją do Łodzi pobiegła do sypialni głośno węsząc. Zawsze głodny wzrok podczas każdego naszego posiłku. Wymowne patrzenie na zegar kiedy przychodziła pora jej jedzenia. Poranne stukanie pazurów na panelach. Jedwabista delikatność sierści w jednym miejscu na nosie. Klapiastość ciągle chorych uszu. Otrzepywanie się po kąpieli w jeziorze jak najbliżej któregoś z nas. Kochałam ją całym sercem a jednak zostawiałam samą uciekając z domu, z którego wszyscy się wyprowadzili. Kochałam ten wzrok, który wszystko rozumiał. Już wiem, że nikt mi jej nie zastąpi. Była tak idealnym psim towarzyszem, że nawet obawiam się zbyt wysoko podniesionej poprzeczki dla następcy. Niunia strasznie chciałabym jeszcze kiedyś cię przytulić….i chciałabym żebyś wiedziała jak mi przykro, że nie umiałam Cię uratować,ze do dziś męczą mnie pytania co jeszcze można było zrobić, że myśl o tym jak chłopcy zakopywali Twoje zimne już ciałko dręczy mnie do dziś, że oddałabym wiele, żebyś….

Synu…

 

To nieprawda, że miłość rodzicielska jest bezwarunkowa i bezkrytyczna. Przynajmniej moja nie jest. Jasne, że gdzieś tam w głębi wybaczam wszystko i jestem gotowa w każdej chwili wyciągnąć rękę. Ale nie chcę zgodzić się na Twój stosunek do mnie. Nie pozwolę Ci obarczyć mnie winą za wszystko. Nie pozwolę się traktować jak worek do bicia. Mam wobec Ciebie oczekiwania i chyba po raz pierwszy to powiedziałam. Czy teraz Cię stracę? Czy całkowita akceptacja Ciebie jest ceną za Twoją miłość? Ja nie jestem gotowa jej zapłacić…. Przykro mi…

Miłość… Wcale wszystkiego nie wybacza…

Coraz częściej doświadczając różnych jej przejawów wobec Tomka i od Niego dochodzę do wniosku, że to co było między mną a Sebą nawet jeśli na początku miłością było to potem zmieniło się w jakąś hydrę bezkształtną, którą przyzwyczaiłam się miłością nazywać. Przykro mi, bo zasługiwaliśmy na więcej, oboje, no i Syna chowałam w takim czymś dziwnym. Nie nauczyłam Go miłości… Przepraszam Kochanie…. Nie mówiłam o miłości, nie mówiłam komplementów, nie cieszyłam się razem z Byłym z Jego sukcesów, nie chwaliłam nie mówiąc już o zachwycie czy podziękowaniu. Przyjmowałam wszystko co mi dawał jak naturalny Jego obowiązek, jeszcze mało mi było. Często łapałam się na myśli o tym, że mi się nie podoba, nie fascynuje mnie, nie pociąga. Tomasz przysyła mi swoje zdjęcie a ja mięknę i zgrzytam zębami z tęsknoty. Jestem z Niego dumna. Chwalę Jego sukcesy w pracy. Przepraszam jak coś spitolę, dziękuję za to co dla mnie robi. Oczywiście żremy się czasem ale nawet te kłótnie są inne, nie ma w nich walki na siłę o zwycięstwo, nie ma chęci dokopania drugiej stronie za wszelką cenę. No i jest we mnie spokój. Nie boję się zdrady, kłamstwa, ufam i wierzę w 100 procentach. Tęsknię strasznie jak się rozstajemy, kocham Jego obecność przy mnie. Jestem niesamowicie i dogłębnie wdzięczna, że dano mi zaznać takiej Miłości, że przyszła do mnie wtedy, kiedy byłam na nią gotowa. Wiem oczywiście  że w miłości trzeba dwóch stron zaangażowania, że Seba nie był też wobec mnie zbyt wylewny, że to nie tylko moja wina. Po prostu czasem mi smutno jak o tym pomyślę.

Mamą być…

Wystarczyła chwila, wołanie o pomoc nie do końca skonkretyzowane, łzy w oczach, bezduszny szloch mojego Syna, żebym błyskawicznie przeskoczyla z trybu dojrzała wtórna mężatka ciesząca się swobodą w tryb zaangażowanej matki-lwicy. Śniadanie-no problem, podwózka-jasne, ukoić, przytulić, porozmawiać-natychmiast. Tęskniłam za tym bardzo. Kiedy wczoraj rozpłakałam się razem z nim uświadomiłam sobie, że są to nie tylko łzy współczucia i bezradności ale też tęsknoty… Zawyło mi w duszy… Raptem dwa dni noclegu Młodego u nas i…. Znów poczułam się Mamą przez duże M. Z sercem na dłoni, kubkiem gorącej herbaty, owsianką na śniadanie i mielonymi na obiad. Gotową prać,prasować,ścielić….Znow wyczulone zmysły, słuch nastawiony na odbiór w nocy, znów się okazało, że mogę nie spać pół nocy żeby trzymać za rękę albo tłumaczyć zawiłości życia… Aż muszę teraz porządnie wyhamować żeby nie przegiąć, nie kontrolować, nie wymądrzać się, znów nie zrazić do siebie… Seba występuje w charakterze chłodnego macho, który radzi nie płakać, wziąć się za robotę, w garść itp.. Czyli bez zmian, jakby tych ostatnich kilka lat kompletnie niczego go nie nauczyło. I ten mimochodem rzucony tekst Młodego „Marta nie lubi i nie rozumie mazgajów.”  Kij jej w oko. Zobaczymy jak zmieni ją spojrzenie pierwszy raz w oczy Synowi. Reasumując. Dobrze mi zrobił chwilowy powrót do przeszłości, ale czas wrócić do rzeczywistości. Do pakowania do sanatorium. Do poważnej rozmowy z Szefem nt. mojej pracy. Pozdrawiam porozumiewawczo wszystkie Mamy.😉

Tato…

Tato, często ostatnio jesteś w moich myślach i słowach. Dużo o  Tobie opowiadałam ostatnio. Trochę ludzi podczas świąteczno-noworocznych spotkań Cię wspominało…I co? I okazuje się, że Twoją osoba nie budzi już we mnie aż tak negatywnych emocji… Potrafię mówić o tym co było dobre, potrafię nawet przyznać, że tęsknię za Tobą… Nadal buntuję się przeciwko stawianiu Cię na piedestale i idealizowaniu ale potrafię też przypomnieć sobie nasze dobre chwile, Twoje dobre cechy, Twoją dobrą obecność… Pamiętam wsparcie w każdym momencie, to, że zawsze stałeś po mojej stronie, że mnie broniłeś, pomagałeś mi… Czasem jeszcze złoszczę się na Ciebie ale bardziej w kontekście zepsucia mi tego wspominania i tęsknoty… Bo o ile łatwiej byłoby mi tęsknić tak całkowicie i szczerze bez żadnego ale… Ile przyjemniej byłoby mówić, że mój Tata był dobrym człowiekiem bez dodawania, że z jedną wadą… Śniłeś mi się ostatnio przez chwilę, przyszedłeś gdzieś gdzie byłam z większą grupą ludzi, jakbyś dołączał do towarzystwa, nie byłeś chory i prowadziłeś Norkę na smyczy. Zinterpretowałam to sobie oczywiście, że się nią tam opiekujesz…. I jakoś mi się lżej ciut zrobiło. Poza tym coraz częściej proszę Cię o pomoc. Jak czegoś nie mogę znaleźć albo z czymś dać rady, mówię na głos „Tato pomóż” i zazwyczaj działa… Żałuję, że nie poznasz Tomka… Pokochałbyś Go za to jak mnie uszczęśliwia, dużo w Was podobieństw… Żałuję, że Kaja nie możesz wspierać radami i obecnością prawdziwego Dziadka… Czyżbym wreszcie dojrzała do przebaczenia?!