Smród.

Długo się zbierałam do napisania kolejnego wpisu. Miał być o naszej nowej życiowej psiej towarzysce. Ale… Będzie o ostateczności. Lubię czytać kryminały. Polskie, skandynawskie. Do tej pory opisy momentu znajdowania rozkładającego się trupa, te wszystkie szczegóły, ludzie zatykający nosy, zasłaniający twarze, wymiotujący, cóż, opisy jak opisy. Do wczoraj.. Wczoraj na prośbę Mamy pojechałam do szpitala w Puszczykowie, do którego mieli odwieźć z domu opieki Babcię. Bo w  odleżynę  na stopie weszła martwica… Idąc wzdłuż budynku słyszałam krzyk i byłam pewna, że to Ziuta. Weszłam do sali skąd prawie od razu wypchnął mnie smród, po chwili dopiero widząc stopę Babci z której lekarz odcinał martwe kawałki ciała zrozumiałam, że czuję odór rozkładającego się ciała właśnie… Babcia krzyczała choć lekarz zapewniał, że skoro to martwa tkanka to Ona nic nie czuje. Qrwa! Trzymałam Ją za rękę powstrzymując łzy… Tak strasznie było mi Jej szkoda. Na koniec usłyszałam, że jeśli to dalej będzie postępować trzeba będzie amputować. Amputować!!! Pojechałam potem do niej do tego domu opieki, pieprzonej Rezydencji Seniora. I płakałam trzymając Ją za rękę i przepraszając sama nie wiem za co. Potem prosiłam Ojca, któregokolwiek, Sylwka czy Boga, żeby Ją już zabrał i pozwolił dłużej się nie męczyć. A wracając zrobiłam awanturę Mamie, która dopiero wtedy łaskawie znalazła dom pod Łodzią i zorganizowała transport na początek sierpnia… Strasznie mnie to przygnębiło i zmusiło do zastanowienia się nad starością, konsekwencjami tego czy nas najbliżsi kochają czy nie, czyli w sumie tego jacy byliśmy przez całe swoje życie… Wiem, co powoduje moją Mamą, wiem jaki ma straszny żal w sercu, wiem, że nie była kochanym i rozpieszczanym dzieckiem, ale nikogo nie można tak upodlić, nikogo!! Przeraziłam się swojej starosci i śmierci…

Reklamy

Tylko nie mów nikomu…

Głośno w necie dziś o tym filmie. A ja nie mam odwagi go obejrzeć. Tym bardziej w kontekście ostatnich snów.. Czego się boję? Ogromu cierpienia ofiar? Na pewno.. Przerażającej obojętności katów? Oczywiście. Ale najbardziej boję się wgranych lata temu reakcji i odruchów. Czystej fizycznosci tego wszystkiego, która pozwalała mi siadać ojcu na kolanach samej bez specjalnego zapraszania… Tego nad czym wiem, że trudno jest zapanować dorosłemu a co dopiero dziecku stykającemu się ze swoją fizycznością po raz pierwszy.. Szkoda, że wszyscy krzywdzący w ten sposób nie zdają sobie sprawy jak wielkiego spustoszenia psychicznego dokonują. Jak potrafią namieszać w głowie, wywrócic wszystko do góry nogami, zamienić miejscami uczucia, pomylić ich odbiorców, pomylić potrzeby, pokręcić instynkty. I tak jak przy gwałtach najbardziej rozwala mnie poczucie winy ofiar. Ich wieczne why? Co takiego zrobiłam/em. Czym sprowokowałam/em? A u wierzących jeszcze: jakiego grzechu dopuściłem/am się, że tak zostałam/em ukarana/y? Myślę, że gdyby człowiek, który posuwa się do takiego czynu poczuł ciężar tego wszystkiego jednak zawahałby się. I te tłumaczenia „to było takie ojcowskie..”.Fuck! Albo odwoływanie się do sumień ofiar, ich empatii i współczucia”ale co ja teraz zrobię, gdzie pójdę? „. A do diabła idź i tam szukaj pokuty. Nie ma we mnie krzty wyrozumiałości, krzty współczucia, odrobiny litości czy próby zrozumienia. Zabijałabym za to. Nie tylko okaleczała, nie tylko sądziła, więziła…. Jest to dla mnie zbrodnia niewybaczalna, nienaprawialna, gorsza od morderstwa.

Norka..

Przypadkiem obejrzane zdjęcie na insta Kaja jest powodem tego posta.. Nora… Tęsknię za nią mocno wciąż mimo upływu czasu… Była wyjątkowa. Ciepła uważna wierna kochana mądra zabawna.Siedziala przy mnie z łbem na kolanach jak wyłam po ojcu, siadała cierpliwie obok na spacerze czekając aż minie mi szloch i atak paniki po rozstaniu z Sebą, nie zapomnę tego szeroko uśmiechniętego pyska na spacerze w lesie kiedy każdy patyczek był jej. Kiedy pozwalaliśmy jej zamoczyć dupkę w jakimś potoczku. Miny nieszczęśliwej kiedy wsadzaliśmy ją do wanny i potem szalonego kołowrotka na ogrodzie po kąpieli. Podgryzania Kajowych pięt i spodni jak była malutka. Szaleństw podłogowych z Sebastianem, uwielbiała go. Głośnego „gadania” na przywitanie Mamy z Ojcem potem z Zygmuntem. Ogona zrzucającego wszystko z ławy. Poduszek pachnących psem. Zapachu psich łap. Krecika od kluczy noszonego z dumą w pysku podczas powrotu ze spaceru. Biegu przy rowerze kiedy była młodsza. Obrony swoich ludzi podczas incydentu z jakimś durnym wsiokiem, który wyskoczył na nas drąc się i machając łapami. Do dziś pamiętam wyszczerzone białe zęby i gardłowy warkot. Cierpliwość wielką przy wszystkich weterynaryjnych zabiegach. Mój strach jak odpływała po narkozie przed jakąś kolejną operacją. Pamiętam jak się z Tatą lubili. Na początku mieściła mu się na dłoni. Kiedy odszedł a Seba przywiózł ją do Łodzi pobiegła do sypialni głośno węsząc. Zawsze głodny wzrok podczas każdego naszego posiłku. Wymowne patrzenie na zegar kiedy przychodziła pora jej jedzenia. Poranne stukanie pazurów na panelach. Jedwabista delikatność sierści w jednym miejscu na nosie. Klapiastość ciągle chorych uszu. Otrzepywanie się po kąpieli w jeziorze jak najbliżej któregoś z nas. Kochałam ją całym sercem a jednak zostawiałam samą uciekając z domu, z którego wszyscy się wyprowadzili. Kochałam ten wzrok, który wszystko rozumiał. Już wiem, że nikt mi jej nie zastąpi. Była tak idealnym psim towarzyszem, że nawet obawiam się zbyt wysoko podniesionej poprzeczki dla następcy. Niunia strasznie chciałabym jeszcze kiedyś cię przytulić….i chciałabym żebyś wiedziała jak mi przykro, że nie umiałam Cię uratować,ze do dziś męczą mnie pytania co jeszcze można było zrobić, że myśl o tym jak chłopcy zakopywali Twoje zimne już ciałko dręczy mnie do dziś, że oddałabym wiele, żebyś….

Przemoc, molestowanie, zastraszanie, hejt…

Nie wytrzymałam dziś. Zamieściłam na Facebooku tekst-apel o brak obojętności na te wszystkie rzeczy z tytułu tej notatki. Cytuję: „Wczoraj przez przypadek obejrzałam wywiad Moniki Olejnik z dorosłą dziś kobietą wiele lat molestowaną i gwałconą przez księdza, za cichym przyzwoleniem otoczenia. Ktoś jej nawet zrobił aborcję. Jako dziecku. Ktoś meldował ich razem w jednym pokoju w trakcie pielgrzymki. Ktoś inny widział jak ją odwiedzał w szpitalu. Nie mogłam powstrzymać emocji, tak jak i Monika. Dziś czytam o fali hejtu,która wylewa się na Weronikę Rosati za to, że głośno powiedziała o przemocy jakiej doświadczała od swojego męża, lekarza-celebryty. Qrwa! Dokąd zmierza nasz świat? Wiem, że zło jest na świecie i kryje się pod różnymi postaciami. Dobrodusznego spowiednika, kochającego ojca, szanowanego ogólnie Męża, wychowawcy w szkole, trenera… Wybaczcie, że skupiam się teraz na sytuacji kiedy to kobieta jest atakowana przez mężczyznę. Wiem, że czasem bywa odwrotnie. Ale sama jestem kobietą, która doświadczyła w swoim życiu różnych form przemocy i sercem jestem właśnie po stronie tych kobiet. Dlaczego fundujemy im jeszcze gorsze piekło osądzając, krytykując, wydając wyroki, piętnując? To właśnie dlatego one latami milczą. Naszym zadaniem jest je wspierać, słuchać ich, pomagać, kochać, przytulać. Wierzyć im! Słowa ranią bardzo, uwierzcie. Rozejrzyjcie się wokół proszę. Może w Waszym otoczeniu jest ktoś komu trzeba, można pomóc. Może piętro nad Wami słychać krzyki i płacz? Może widzieliście w windzie sąsiadkę z podbitym okiem i siniakami na dłoni. Może Wasza znajoma z duszy towarzystwa przemieniła się nagle w cichą mysz z trzęsącymi się rękoma i uciekającym wzrokiem. Może dziecko koleżanki nagle dziwnie się zachowuje gdy widzi na ekranie telewizora scenę seksu albo sztywnieje przy byle dotyku? Nie bądźmy obojętni!!”. Dużo ostatnio się o tym mówi. Wreszcie! W kinach film dokumentalny o molestowanie dzieci przez Michaela Jacksona. Samej trudno mi o tym czytać. Przecież uwielbiałam jego muzykę. Jeśli to prawda to zasługuje na całkowitą izolację w eterze, TV, internecie. Co potwierdza po raz kolejny tezę o tym jak stosujący przemoc czy molestujący potrafią wtopić się w nasze otoczenie. Podwójna osobowość, podwójna mentalność. Sama przecież doświadczyłam wobec mojego taty dualizmu uczuć i emocji. Miłości i nienawiści w jednym. Strasznie współczuję ofiarom. Mnie w sumie jakoś się udało, jasne pokaleczyłam siebie i bliskich przez lata, wpadłam w alkoholizm, zdradzałam, ale udało mi się w końcu z tego wyjść. Po wieloletniej terapii poukładałam sobie to wszystko jakoś w głowie i okazało się, że umiem kochać „normalnie”. Ale są tysiące kobiet zastraszonych, przerażonych, samotnych w swym strachu, tysiące dzieci, którym nikt nie wierzy, że wujek czy trener zachowują się nieodpowiednio. Tysiące matek, które przymykają oko na nocne wstawanie partnera, udając,że nie widzą, że ich własna córka zmieniła się nagle w jakąś istotę z pustym wzrokiem. Nie godze się na to! Jeszcze nie wiem jak ale mam zamiar jakoś pomóc. Może zgłoszę się jako wolontariusz do jakiejś fundacji. Gdyby nie mama mówiłabym i pisała o tym głośno w pierwszej osobie. Proszę nie bądźmy obojętni!

Ad udaru wśród młodych ludzi

Dziś znów polecam Wam wpis lewaczki, czyli mojej udarowej „młodszej siostry”. Choć w sumie mogłaby być chyba nawet moją córką. Wczoraj dotarła do nas kolejna informacja o śmierci wskutek udaru. I znów człowiek przed 60tką, gwiazda mojej młodości, Luke Perry, aktor kultowego serialu lat mojego dojrzewania „Beverly Hills 90210”. Powikłania po udarze, nie obudził się ze śpiączki….

Sharon Stone, która wyszła w miarę cało, rozczuliła mnie opowieścią jak to tuż po udarze mówiła tylko jedno słowo na określenie wszystkiego „fuck”. Ludzki mózg działa dziwnie…

Ostatnio zasłyszana opowieść o kobiecie w 6 miesiącu ciąży, która walczy po udarze. W zasadzie walczą oboje 😥.

Kochani „Młodzi” błagam nie myślcie, że jesteście nieśmiertelni. Kiepskie odżywianie, fajki, alkohol, trawka no i przede wszystkim ten cholerny stres… Wasze ciało też może powiedzieć STOP.

Martwię się o Kaja, zdołowany ostatnimi przejściami, zrozpaczony, nie widzący sensu w dalszym bytowaniu… Plus papierosy, alkohol na smutki, no i udar w rodzinie i rak w historii genetycznej…. Cóż mi pozostaje poza matczynym „truciem”??

 

 

 

http://lewaczka.pl/udary-mlodym-wieku-sa-rzadkie/

 

Gdzieś tam jest strach…

Idąc dziś do pracy i rozmyślając jak zwykle o milionie różnych rzeczy skonstatowałam z niepokojem ( uwielbiam to słowo a na co dzień nie mam za bardzo gdzie go używać więc wybaczcie ;), że niedługo moje drugie udarowe urodziny. Niestety będę wtedy sama, może poproszę Kaja żeby wpadł dotrzymać mi towarzystwa. Dlaczego z niepokojem? Bo wciąż pamiętam, że 5 lat po udarze to taki newralgiczny okres i że po pierwszym wzrasta ryzyko drugiego. Bo pomimo, iż przestrzegam na ogół zaleceń lekarzy ( no może z pominięciem ograniczania spożywania cukru) i generalnie głowa nie boli zbyt często a nawet jeśli zaboli to już nie panikuję, tak samo jak nie reaguję paniką na drętwienia lewej strony ciała, skóry w szczególności, które jeszcze mi się zdarzają, to jednak boję się właściwie cały czas choć nie pozwalam strachowi mną zawładnąć i nawet czasem o nim zapominam. Tyle kosztował mnie powrót do aktualnej formy… Tyle bólu, cierpienia, łez, rozpaczy, takiego zaangażowania ze strony najbliższych wymagała moja choroba, tak bardzo ograniczyła moją samodzielność, że przeraża możliwość powtórki… Pozostaje tylko mieć nadzieję, dbać o siebie i modlić się chwile przed zaśnięciem o łaskę….

Brazylijska telenowela…

Kojarzycie te klimaty? Najbardziej nieprawdopodobne rozwiązania miłosnych wątków, ich skomplikowanie do granic możliwości… Od dawna już mówię, że życie pisze dużo lepsze scenariusze… Zmarła ostatnio babcia Sebastiana, ulubiony przeze mnie członek tamtej popieprzonej rodziny, zebrałam się więc w sobie, zwlokłam z wyra o 5tej rano, wsiadłam w pociąg i pojechałam do Łodzi. Przy okazji mając szansę spotkać Synka mego ciut wcześniej i spędzić z Nim w drodze powrotnej trochę czasu. Oczywiście wiedziałam, że nastąpi spotkanie z legendarną i tajemniczą aktualną partnerką mojego Byłego. Złapałam ją z zaskoczenia w wejściu do kaplicy na cmentarzu znienacka wyciągając rękę do powitania i mówiąc „wreszcie” zupełnie nie wiem dlaczego…. Nerwy mnie zjadły jednak trochę pomimo odstawiania chojraka. Całą mszę miałam ich na wprost linii wzroku bo usiedli tuż przed nami. Kajutka ręka trzymająca moją nieco studziła emocje ale i tak roniąc łzy nad trumną Danki płakałam trochę grzebiąc symbolicznie i ostatecznie całe swoje przeszłe życie z poprzednim nazwiskiem. Potem stypa… Próbowałam uciec na drugi koniec sali siadając na dalszym krańcu stołu ale zarówno Ela jak i Państwo L. usiedli tuż obok. Podawałyśmy sobie więc z Martą surówkę z marchwi i ziemniaczki… Łapki mi trochę dygotały, w środku drżałam, dodając sobie otuchy wizualizacjami rodem z brazylijskiej telenoweli właśnie, czyli szarpiąc rude owłosienie głupiej krowy i drapiąc pazurami po obliczu… Mały skandal na stypie? Byłoby co wspominać. Seba twierdzi, że Panna Mroźna też się denerwowała… jeśli tak to cóż… Jednak myślę, że musiałam ją w końcu zobaczyć na własne oczy . Tak długo istniała tylko jako zjawa jakaś… A tak wiem jak wygląda, widziałam, mam to z głowy… Żałowałam tylko cały czas, że Tomaszek akurat w delegacji po Niemczech się bujał miast trzymać mnie za rękę. Pochwalę się Nim kiedy indziej…