Czym skorupka…

Miałam okazję przypomnieć sobie starą Sylwię… Sprzed udaru, sprzed AA. Ze starymi numerami, flirtem, sztuczkami  i całym tym wachlarzem, który towarzyszył mi gdy ruszałam w miasto. Okazało się, że to wszystko nadal we mnie jest i nadal działa. I do pewnego momentu nadal mnie kręci. Tak bardzo brak mi już dotyku i czułości, że podeszłam dość blisko granicy, którą kiedyś przekraczałam notorycznie. I zatrzymałam się przed nią. I poczułam całą gamę różnych uczuć na czele z tym, że nie chcę nigdy przenigdy zaryzykować utraty Tomka. Że On mi ufa i nie chcę tego zaufania zawieść. Że tak, tu i teraz mi źle i tu i teraz przez chwilę byłoby mi dobrze ale tam jest On i ja tylko tam z Nim chcę być do końca życia. I że to po prostu chwilowe zaćmienie i nic więcej. I ulżyło mi. Bo szczerze mówiąc bałam się tego, co mogę zrobić gdy znajdę się w takiej sytuacji. Ale kiedy człowiek jest trzeźwy i ma szansę zmierzyć się z samym sobą i rozpoznać swoje uczucia nie musi się bać.

Wspomnienia…

Trzy lata temu (oczywiście przypomniał mi Facebook) była niedziela, wróciłyśmy tuż przed południem jakoś z Sarą i z Kubą z kilkudniowego wypadu do Barcelony, wypadu, który bardzo mi pomógł, dodał sił i wiary. Wróciłam prawie wprost w ramiona faceta, z którym się wtedy spotykałam, który wzbudzał we mnie ogień namiętności, do dziś nie wiem dlaczego tak na mnie działał. Uwielbiałam jego wzrost i to, że ginęłam w jego objęciach i że podnosił mnie do góry jak piórko. Qrczę nie pamiętam już za bardzo nawet jak miał na imię? Bartek? Prosty człowiek, zawodowo tzw „fizyczny” , kompletnie nie z mojego świata, nie pożegnany z poprzednim życiem prawie tak jak ja, paradoksalnie unikający zbliżeń. Rachunek za telefon za wrzesień potem mnie powalił, non stop słałam gorące SMS-y, zawiedziona brakiem takiej samej intensywności w odpowiedzi. No i godzinę po wyjściu z samolotu byłam znów sama. Wściekła do granic możliwości, znów zawiedziona, rozczarowana i niezaspokojona… Pamiętam tą złość. Pamiętam jak zabolało mnie, że użył mojego alkoholizmu jako głównego powodu rozstania. Był dupkiem. Do dziś tak uważam. A czemu o tym piszę? Bo uderzyło mnie jaka szczęśliwa teraz jestem, jaki los/Bóg/życie dało mi cudowny prezent, tym wspanialszy, że taki wyczekany i niespodziewany. Pojawienie się Tomasza, dopasowanie naszych temperamentów, Jego wyrozumiałość i współczucie od pierwszych słów mojej historii, poczucie bezpieczeństwa, które mnie przy Nim ogarniało już od pierwszej randki, ciepło, które wokół siebie roztaczał, uśmiech błękitnych oczu, czułe objęcie… Dziękuję Skarbie za to, że jesteś i za to jaki jesteś.

Ad snów ciąg dalszy…

Jakiś miesiąc temu śniła mi się Julia Roberts, która zakochała się we mnie i proponowała wyjazd wraz z nią do LA. Rozważałam to, poważnie martwiąc się co z Tomaszem 🤣 przedwczoraj z kolei całą noc spędziłam z Dodą i jej ekipą w trasie koncertowej. Robiąc zdjęcia, wywiady itp. Dziś za to próbowałam różne alkohole, wiedząc, że jestem uzależniona i że mi nie wolno, maczałam czubek języka w kieliszkach mówiąc, że przegadam to z Pauliną na terapii a teraz tylko chcę spróbować…. Ostatnio męczą mnie te sny już bardzo, nie pozwalają dobrze wypocząć, wyłączyć się w nocy… Z drugiej strony pozwalają przeżyć coś tak jakby na próbę. Na szczerość wobec siebie też pozwalają. Ostatnio często śni mi się Seba z Martą i ja u nich w domu robiąca jakieś porządki, szykująca z nimi pokój dla dziecka, prawie zaprzyjaźniam się w tych snach z Martą a Sebastianowi zawsze się za coś obrywa… Sny są dla mnie ostrzeżeniem, zmuszają do czujności, do samokontroli… Bo przecież skądś się biorą….

Przemoc, molestowanie, zastraszanie, hejt…

Nie wytrzymałam dziś. Zamieściłam na Facebooku tekst-apel o brak obojętności na te wszystkie rzeczy z tytułu tej notatki. Cytuję: „Wczoraj przez przypadek obejrzałam wywiad Moniki Olejnik z dorosłą dziś kobietą wiele lat molestowaną i gwałconą przez księdza, za cichym przyzwoleniem otoczenia. Ktoś jej nawet zrobił aborcję. Jako dziecku. Ktoś meldował ich razem w jednym pokoju w trakcie pielgrzymki. Ktoś inny widział jak ją odwiedzał w szpitalu. Nie mogłam powstrzymać emocji, tak jak i Monika. Dziś czytam o fali hejtu,która wylewa się na Weronikę Rosati za to, że głośno powiedziała o przemocy jakiej doświadczała od swojego męża, lekarza-celebryty. Qrwa! Dokąd zmierza nasz świat? Wiem, że zło jest na świecie i kryje się pod różnymi postaciami. Dobrodusznego spowiednika, kochającego ojca, szanowanego ogólnie Męża, wychowawcy w szkole, trenera… Wybaczcie, że skupiam się teraz na sytuacji kiedy to kobieta jest atakowana przez mężczyznę. Wiem, że czasem bywa odwrotnie. Ale sama jestem kobietą, która doświadczyła w swoim życiu różnych form przemocy i sercem jestem właśnie po stronie tych kobiet. Dlaczego fundujemy im jeszcze gorsze piekło osądzając, krytykując, wydając wyroki, piętnując? To właśnie dlatego one latami milczą. Naszym zadaniem jest je wspierać, słuchać ich, pomagać, kochać, przytulać. Wierzyć im! Słowa ranią bardzo, uwierzcie. Rozejrzyjcie się wokół proszę. Może w Waszym otoczeniu jest ktoś komu trzeba, można pomóc. Może piętro nad Wami słychać krzyki i płacz? Może widzieliście w windzie sąsiadkę z podbitym okiem i siniakami na dłoni. Może Wasza znajoma z duszy towarzystwa przemieniła się nagle w cichą mysz z trzęsącymi się rękoma i uciekającym wzrokiem. Może dziecko koleżanki nagle dziwnie się zachowuje gdy widzi na ekranie telewizora scenę seksu albo sztywnieje przy byle dotyku? Nie bądźmy obojętni!!”. Dużo ostatnio się o tym mówi. Wreszcie! W kinach film dokumentalny o molestowanie dzieci przez Michaela Jacksona. Samej trudno mi o tym czytać. Przecież uwielbiałam jego muzykę. Jeśli to prawda to zasługuje na całkowitą izolację w eterze, TV, internecie. Co potwierdza po raz kolejny tezę o tym jak stosujący przemoc czy molestujący potrafią wtopić się w nasze otoczenie. Podwójna osobowość, podwójna mentalność. Sama przecież doświadczyłam wobec mojego taty dualizmu uczuć i emocji. Miłości i nienawiści w jednym. Strasznie współczuję ofiarom. Mnie w sumie jakoś się udało, jasne pokaleczyłam siebie i bliskich przez lata, wpadłam w alkoholizm, zdradzałam, ale udało mi się w końcu z tego wyjść. Po wieloletniej terapii poukładałam sobie to wszystko jakoś w głowie i okazało się, że umiem kochać „normalnie”. Ale są tysiące kobiet zastraszonych, przerażonych, samotnych w swym strachu, tysiące dzieci, którym nikt nie wierzy, że wujek czy trener zachowują się nieodpowiednio. Tysiące matek, które przymykają oko na nocne wstawanie partnera, udając,że nie widzą, że ich własna córka zmieniła się nagle w jakąś istotę z pustym wzrokiem. Nie godze się na to! Jeszcze nie wiem jak ale mam zamiar jakoś pomóc. Może zgłoszę się jako wolontariusz do jakiejś fundacji. Gdyby nie mama mówiłabym i pisała o tym głośno w pierwszej osobie. Proszę nie bądźmy obojętni!

Ad udaru wśród młodych ludzi

Dziś znów polecam Wam wpis lewaczki, czyli mojej udarowej „młodszej siostry”. Choć w sumie mogłaby być chyba nawet moją córką. Wczoraj dotarła do nas kolejna informacja o śmierci wskutek udaru. I znów człowiek przed 60tką, gwiazda mojej młodości, Luke Perry, aktor kultowego serialu lat mojego dojrzewania „Beverly Hills 90210”. Powikłania po udarze, nie obudził się ze śpiączki….

Sharon Stone, która wyszła w miarę cało, rozczuliła mnie opowieścią jak to tuż po udarze mówiła tylko jedno słowo na określenie wszystkiego „fuck”. Ludzki mózg działa dziwnie…

Ostatnio zasłyszana opowieść o kobiecie w 6 miesiącu ciąży, która walczy po udarze. W zasadzie walczą oboje 😥.

Kochani „Młodzi” błagam nie myślcie, że jesteście nieśmiertelni. Kiepskie odżywianie, fajki, alkohol, trawka no i przede wszystkim ten cholerny stres… Wasze ciało też może powiedzieć STOP.

Martwię się o Kaja, zdołowany ostatnimi przejściami, zrozpaczony, nie widzący sensu w dalszym bytowaniu… Plus papierosy, alkohol na smutki, no i udar w rodzinie i rak w historii genetycznej…. Cóż mi pozostaje poza matczynym „truciem”??

 

 

 

http://lewaczka.pl/udary-mlodym-wieku-sa-rzadkie/

 

„Zabawa,zabawa…”

Tak sobie beztrosko poszłam z Tomaszem do kina na nowy film Kingi Dębskiej. I… Wyszłam z sali pijana, z suchością w gardle.. Pewnie nie pomógł przedkinowy ból głowy ani ogólnie średnie samopoczucie natomiast nie sądziłam, że aż tak mnie weźmie… przełykałam ślinę gdy bohaterki grane przez Dorotę Kolak i Agatę Kuleszę łykały wódę czy whisky, patrzyłam na rozchwiane spojrzenia, ręce ledwo zapalające papierosa i pytałam sama siebie czy ja też tak beznadziejnie wtedy wyglądałam? Kobiety piją inaczej, jakby bardziej po cichu,do siebie, no może nie wtedy kiedy wjeżdżają w podziemne przejścia ale… Ta usilność w wyraźnym mówieniu, błędny wzrok, chaotyczne ruchy…  Popłakałam się kiedy na spotkaniu AA kobieta opowiadała jak wychodziła z domu na noc chlać i spaliły się jej dzieci. Kurwa przecież ja też zostawiałam Młodego samego i wracałam rano… Samochód po pijaku prowadziłam raz jadąc do koleżanki kilka ulic dalej…  Wstrząsnęła mną myśl jakie w sumie miałam szczęście, nikt nie zginął, Kaj nie wstał w nocy i nie zaczął mnie szukać… Rozwiodłam się i tak, oczywiście, wszyscy wiemy, że chlanie miało w tym swój udział… Ale o ile gorzej mogłoby być…. Ile razy mogłam zaliczyć wpadkę jak najmłodsza bohaterka filmu?? Ile razy byłam o krok od niebezpieczeństwa pijana wracając do domu? Co prawda zawsze starałam się żeby jednak ktoś bliski i znajomy jakoś mnie asekurował. Ratował mnie też słaby żołądek , haftowanie trzeźwiło natychmiast. Z perspektywy tych 7 lat trzeźwości patrzę w lustro i trudno mi uwierzyć, że ja z teraz i ja sprzed 7 lat to ta sama ja…. Komu mam dziękować za opiekę? Bogu dziękuję przecież co jakiś czas…. Zawsze wiedziałam, że gdzieś tam nade mną czuwa mimo wszystko….

Mózgowa pauza…

Mózg mi wcisnął hamulec i popuszcza lekko pozwalając jedynie na podstawową fizjologię i ew. nałogowe oglądanie seriali na Netfliksie. Jakikolwiek umysłowy wysiłek wydaje się całkowicie niemożliwy. Tkwię w klatce własnego lenistwa i przesilenia wiosennego. Nawet tutaj ciężko mi odnaleźć i sformułować wlasne myśli.