Tylko nie mów nikomu…

Głośno w necie dziś o tym filmie. A ja nie mam odwagi go obejrzeć. Tym bardziej w kontekście ostatnich snów.. Czego się boję? Ogromu cierpienia ofiar? Na pewno.. Przerażającej obojętności katów? Oczywiście. Ale najbardziej boję się wgranych lata temu reakcji i odruchów. Czystej fizycznosci tego wszystkiego, która pozwalała mi siadać ojcu na kolanach samej bez specjalnego zapraszania… Tego nad czym wiem, że trudno jest zapanować dorosłemu a co dopiero dziecku stykającemu się ze swoją fizycznością po raz pierwszy.. Szkoda, że wszyscy krzywdzący w ten sposób nie zdają sobie sprawy jak wielkiego spustoszenia psychicznego dokonują. Jak potrafią namieszać w głowie, wywrócic wszystko do góry nogami, zamienić miejscami uczucia, pomylić ich odbiorców, pomylić potrzeby, pokręcić instynkty. I tak jak przy gwałtach najbardziej rozwala mnie poczucie winy ofiar. Ich wieczne why? Co takiego zrobiłam/em. Czym sprowokowałam/em? A u wierzących jeszcze: jakiego grzechu dopuściłem/am się, że tak zostałam/em ukarana/y? Myślę, że gdyby człowiek, który posuwa się do takiego czynu poczuł ciężar tego wszystkiego jednak zawahałby się. I te tłumaczenia „to było takie ojcowskie..”.Fuck! Albo odwoływanie się do sumień ofiar, ich empatii i współczucia”ale co ja teraz zrobię, gdzie pójdę? „. A do diabła idź i tam szukaj pokuty. Nie ma we mnie krzty wyrozumiałości, krzty współczucia, odrobiny litości czy próby zrozumienia. Zabijałabym za to. Nie tylko okaleczała, nie tylko sądziła, więziła…. Jest to dla mnie zbrodnia niewybaczalna, nienaprawialna, gorsza od morderstwa.

Czy kiedyś to zniknie?

Czy mamy wpływ na to co nam się śni? Czy wywołujemy czasem wilka z lasu? Jutro Paulinie opowiem ten sen tutaj tylko wspomnę bo za trudne to jednak. Zakazane przez samą siebie tematy. Mam tylko nadzieję, że było to odwrócenie rzeczywistości, forma przywrócenia kontroli, pozwolenie mi na samodzielnie podjęcie decyzji,dokonanie wyboru. Po paru intensywnie erotyką podszytych dniach (te dni w kobiecym cyklu, dzięki którym przychodzą na świat kolejni ludzie 😉 wspomaganych sanatoryjną samotnością bez Męża i intensyfikowanych masażami barku, karku i ręki…. W końcu znalazło ujście… Rujnując mi po raz kolejny naiwne przekonanie, że „ta sprawa” jest już definitywnie załatwiona. Pobudka była przykra i mdląca, na szczęście szybko wróciłam do pracowitego trybu sanatoryjnej rehabilitacji. Tak to właśnie moja psychika i moje ciało zaskakują mnie wciąż, tak jak parę dni później z zaskoczeniem przyjęłam do wiadomości zmęczenie wszechobecnym alkoholem na wieczornej imprezie w kawiarni poprzedzone wyczulonym zmysłem węchu i wzrokiem błądzącym za każdą szklanką z drinkiem. Oczywiście zmyłam się po angielsku do pokoju postanawiając oszczędzić samej sobie wątpliwych przeżyć. Wiem, że decyzja o zakończeniu terapii jest słuszna, że oprócz psychologa mam ludzi, z którymi mogę na każdy z tych tematów pogadać, że w ostateczności zawsze na tą terapię będę mogła wrócić, że ten blog jest miejscem, gdzie sama sobie wiele rzeczy tłumaczę i uświadamiam. Wkurza mnie jednak, że to wszystko wciąż we mnie gdzieś tam się kołacze.

Przemoc, molestowanie, zastraszanie, hejt…

Nie wytrzymałam dziś. Zamieściłam na Facebooku tekst-apel o brak obojętności na te wszystkie rzeczy z tytułu tej notatki. Cytuję: „Wczoraj przez przypadek obejrzałam wywiad Moniki Olejnik z dorosłą dziś kobietą wiele lat molestowaną i gwałconą przez księdza, za cichym przyzwoleniem otoczenia. Ktoś jej nawet zrobił aborcję. Jako dziecku. Ktoś meldował ich razem w jednym pokoju w trakcie pielgrzymki. Ktoś inny widział jak ją odwiedzał w szpitalu. Nie mogłam powstrzymać emocji, tak jak i Monika. Dziś czytam o fali hejtu,która wylewa się na Weronikę Rosati za to, że głośno powiedziała o przemocy jakiej doświadczała od swojego męża, lekarza-celebryty. Qrwa! Dokąd zmierza nasz świat? Wiem, że zło jest na świecie i kryje się pod różnymi postaciami. Dobrodusznego spowiednika, kochającego ojca, szanowanego ogólnie Męża, wychowawcy w szkole, trenera… Wybaczcie, że skupiam się teraz na sytuacji kiedy to kobieta jest atakowana przez mężczyznę. Wiem, że czasem bywa odwrotnie. Ale sama jestem kobietą, która doświadczyła w swoim życiu różnych form przemocy i sercem jestem właśnie po stronie tych kobiet. Dlaczego fundujemy im jeszcze gorsze piekło osądzając, krytykując, wydając wyroki, piętnując? To właśnie dlatego one latami milczą. Naszym zadaniem jest je wspierać, słuchać ich, pomagać, kochać, przytulać. Wierzyć im! Słowa ranią bardzo, uwierzcie. Rozejrzyjcie się wokół proszę. Może w Waszym otoczeniu jest ktoś komu trzeba, można pomóc. Może piętro nad Wami słychać krzyki i płacz? Może widzieliście w windzie sąsiadkę z podbitym okiem i siniakami na dłoni. Może Wasza znajoma z duszy towarzystwa przemieniła się nagle w cichą mysz z trzęsącymi się rękoma i uciekającym wzrokiem. Może dziecko koleżanki nagle dziwnie się zachowuje gdy widzi na ekranie telewizora scenę seksu albo sztywnieje przy byle dotyku? Nie bądźmy obojętni!!”. Dużo ostatnio się o tym mówi. Wreszcie! W kinach film dokumentalny o molestowanie dzieci przez Michaela Jacksona. Samej trudno mi o tym czytać. Przecież uwielbiałam jego muzykę. Jeśli to prawda to zasługuje na całkowitą izolację w eterze, TV, internecie. Co potwierdza po raz kolejny tezę o tym jak stosujący przemoc czy molestujący potrafią wtopić się w nasze otoczenie. Podwójna osobowość, podwójna mentalność. Sama przecież doświadczyłam wobec mojego taty dualizmu uczuć i emocji. Miłości i nienawiści w jednym. Strasznie współczuję ofiarom. Mnie w sumie jakoś się udało, jasne pokaleczyłam siebie i bliskich przez lata, wpadłam w alkoholizm, zdradzałam, ale udało mi się w końcu z tego wyjść. Po wieloletniej terapii poukładałam sobie to wszystko jakoś w głowie i okazało się, że umiem kochać „normalnie”. Ale są tysiące kobiet zastraszonych, przerażonych, samotnych w swym strachu, tysiące dzieci, którym nikt nie wierzy, że wujek czy trener zachowują się nieodpowiednio. Tysiące matek, które przymykają oko na nocne wstawanie partnera, udając,że nie widzą, że ich własna córka zmieniła się nagle w jakąś istotę z pustym wzrokiem. Nie godze się na to! Jeszcze nie wiem jak ale mam zamiar jakoś pomóc. Może zgłoszę się jako wolontariusz do jakiejś fundacji. Gdyby nie mama mówiłabym i pisała o tym głośno w pierwszej osobie. Proszę nie bądźmy obojętni!

Mamą być…

Wystarczyła chwila, wołanie o pomoc nie do końca skonkretyzowane, łzy w oczach, bezduszny szloch mojego Syna, żebym błyskawicznie przeskoczyla z trybu dojrzała wtórna mężatka ciesząca się swobodą w tryb zaangażowanej matki-lwicy. Śniadanie-no problem, podwózka-jasne, ukoić, przytulić, porozmawiać-natychmiast. Tęskniłam za tym bardzo. Kiedy wczoraj rozpłakałam się razem z nim uświadomiłam sobie, że są to nie tylko łzy współczucia i bezradności ale też tęsknoty… Zawyło mi w duszy… Raptem dwa dni noclegu Młodego u nas i…. Znów poczułam się Mamą przez duże M. Z sercem na dłoni, kubkiem gorącej herbaty, owsianką na śniadanie i mielonymi na obiad. Gotową prać,prasować,ścielić….Znow wyczulone zmysły, słuch nastawiony na odbiór w nocy, znów się okazało, że mogę nie spać pół nocy żeby trzymać za rękę albo tłumaczyć zawiłości życia… Aż muszę teraz porządnie wyhamować żeby nie przegiąć, nie kontrolować, nie wymądrzać się, znów nie zrazić do siebie… Seba występuje w charakterze chłodnego macho, który radzi nie płakać, wziąć się za robotę, w garść itp.. Czyli bez zmian, jakby tych ostatnich kilka lat kompletnie niczego go nie nauczyło. I ten mimochodem rzucony tekst Młodego „Marta nie lubi i nie rozumie mazgajów.”  Kij jej w oko. Zobaczymy jak zmieni ją spojrzenie pierwszy raz w oczy Synowi. Reasumując. Dobrze mi zrobił chwilowy powrót do przeszłości, ale czas wrócić do rzeczywistości. Do pakowania do sanatorium. Do poważnej rozmowy z Szefem nt. mojej pracy. Pozdrawiam porozumiewawczo wszystkie Mamy.😉

Dlaczego marzę o dziecku z Tomaszem?

Ha… Temat nie da się dłużej omijać bo już nawet śnię o byciu w ciąży… Muszę to rozebrać na czynniki pierwsze żeby albo zamknąć te drzwi bezpowrotnie albo zdobyć argumenty za…. A czas leci..   No właśnie to największy argument przeciw. Czas. Mój wiek. Panicznie boję się choroby dziecka. Nie wierzę, że bym podołała. Poza tym wrodzony mój leń i panna wygodnicka, które mam w sobie, krzyczą „no co ty?? Tyle dodatkowych obowiązków??”. I znowu wiek. Chore dziecko potrzebuje opieki do końca swoich dni. A my raczej byśmy prędzej odeszli…. Nie skażę świadomie drugiego człowieka na życie w jakiejś placówce opiekuńczej. Tak wiem, że uprawiam trochę czarnowidztwo ale czy to się nie nazywa odpowiedzialność? Coś jeszcze przeciw? Teoretycznie stan naszych finansów. Kiepsko nam idzie we dwójkę a dziecko to przecież rosnące wydatki… Miejsce w naszym mieszkaniu. Qrczę jeden pokój dla dziecka a w drugim i ostatnim nasza sypialnia, salon, jadalnia, moja sala do ćwiczeń…. Uff….. No i argument koronny moja nie w pełni sprawność. Długie spacery z wózkiem, noszenie maleństwa, zarwane noce, leki, które biorę….

(przepraszam teraz muszę pędzić na rehabilitację, dokończę później.. )

Jestem… Zła dziś jakaś wewnętrznie, z tykającą bombą, która wybuchnie albo mega awanturą albo fontanną łez. Coś mi dziś ewidentnie nie pasuje, jeszcze tylko nie rozgryzłam co… A więc może teraz pora na argumenty „za”. Chęć do kochania ogromna, a dzieciątko samo kocha bezkrytycznie i ufnie, przynajmniej przez pierwszych parę lat życia swojego, i kochać toto można bezgranicznie i tulić. Pytanie znów o motywację się nasuwa czy jest nią chęć wynagrodzenia sobie Kaja chłodniejszego raczej w miłości, broniącego się przed okazywaniem jej od momentu kiedy parę lat skończył i obciachem dla niego się stała, czy też wynagrodzenia Kajowi właśnie matki hamującej swoje okazywanie miłości Synowi by nikt jej nie posądził o krzywe intencje jakieś, bojącej się „mamisynka” przysłowiowego wychować, zamiast faceta na trudy życia gotowego, chlanie też hamulcem uczuciowym przecież było…. Może chciałabym macierzyństwo przeżyć raz jeszcze, tym razem nie skażone strachem i zbyt młodym wiekiem, tym razem wyczekane  niecierpliwie z zakochanym wzrokiem i dotykiem Taty przyszłego…. A może kochając Tomasza miłością tak niespodziewanie ogromną chciałabym z Nim właśnie dzielić przywilej bycia rodzicem… A może patrząc na niego tak ufnie tak mocno wierzę, że cudownym byłby ojcem…. Może chciałabym wynagrodzić mu tą niemożność bycia Tatą synów swoich z poprzedniego małżeństwa… A może takie typowo babskie marzenie posiadania córki we mnie się tli, dziewczynki do różowych sukienek, kokardek w długich włosach, wspólnych zakupów, podbierania ciuchów, nauki makijażu itp… Jak tylko dałabym sobie radę ze strachem o jakość ojcowskich uczuć, czy świrować bym nie zaczęła u progu jej dojrzałości? Trudne te wszystkie pytania i jakoś bez odpowiedzi stuprocentowej większość z nich zostanie…. Fajnie byłoby Boże gdybyś pomógł mi nieco, podpowiedź jakąś zostawił, sygnały jakieś nieomylne dał..

Dzień Matki

Mamo! A czy…. Mamo! Wiesz co…Mamo!…. Nie mówiąc już o „Kocham Cię Mamo.”  … I lepkie, spocone dłonie zaciskające się na mojej… I ten rodzaj ufności, że pójdę i znajdę ten zagubiony telefon czy wyrzucony przez przypadek bilet miesięczny…. I łzy jak grochy bo pierwszy miłosny zawód i opowieści o tym co się wydarzyło w ciągu całego dnia…. Pamiętam jak mocno się przytulał…. I jak wlazil pomiędzy nas do łóżka w niedzielny poranek… Pamiętam jak trzymał mnie za rękę.. Jak śpiewał Timberlake’a, jak patrzył…. Oczywiście pamiętam też jak płakał kiedy Jego Tata zamykał za sobą drzwi…. I jak patrzył na mnie, kiedy mówiłam Mu, że się wyprowadzam…. Chociaż mnóstwo mi uciekło mam w sobie pamięć uczuć, dotyku, ciepła… I tęsknię… I żal mi…. I wiem, że było minęło…. Ale jakaś część mnie płacze za tym…. I cholernie mi żal, że nie mogę tego przeżyć jeszcze raz… Jeszcze raz poczuć tą bezwarunkową miłość i tym razem ją docenić, cieszyć się jej każdą minutą…. Czemu teraz? Bo Dzień Matki za chwilę, bo Młody wyjeżdża tak cholernie daleko…. I tak rzadko mówi „Mamo…”.

Pamiętnik…

Przypomniałam sobie dziś o czymś… O 5 nad ranem, jak zwykle obudzona przez fizjologiczną potrzebę i jak zwykle nie mogąc zasnąć potem.Myśląc jak zwykle o Kaju i naszej kłótni. Przypomniałam sobie jak kiedyś, nie wiem czy jest na to usprawiedliwienie, przeszukiwałam pokój Młodego i znalazłam notesik, w którym zapisywał różne rzeczy a w nim wpis na swój temat. Bardzo ostry, bluźnierczy, zszokowana skojarzyłam, że Kaj z kolei przejrzał moją szafkę nocną i znalazł mój pamiętnik, w którym zapisywałam wiersze, erotyki, pragnienia intymne, wspomnienia seksualne… Z którego dość brutalnie dowiedział się, że matka prowadzi intensywne życie erotyczne nie tylko z jego ojcem… Przerażona, że opowie Sebastianowi, zapisałam w pamiętniku notatkę, rodzaj listu do Syna, w którym sugerowałam, że źle zrozumiał, że to fikcja itp. Potem bardzo szybko wyrzuciłam całe zdarzenie z pamięci, wstydząc się siebie, Jego…. Dziś pomyślałam, że to co przeczytał i to co sobie wtedy o mnie pomyślał musiało mocno namieszać Mu w głowie. Że nienawiść splotła się z miłością już nierozerwalnie. Do tego pamięć o wyprowadzce z domu kiedy zostawiłam Go z ojcem…. Potem słyszał wielokrotnie nasze awantury, podczas których Sebastian niejednokrotnie tą wyprowadzkę i Piotra mi wypominał… Czyli żył sobie w przekonaniu, że ma matkę… no tak… nawet tu tego słowa nie wypowiem… wstydzę się…. Czy mi to kiedyś wybaczy??