Mężczyźni mojego życia – odc.1

Otrzymałam od terapeuty zadanie: zastanowić się nad mężczyznami w moim życiu, nad ich rolą, nad miejscem, swoimi oczekiwaniami wobec nich, tym, co rzeczywiście dostałam, co mi zabrali, co im dałam…

Nimfomanka…

ojciec był jej pierwszym kochankiem
każdy następny zastępował jej ojca

przyjaźń zawsze myliła z miłością
a seks z bliskością dusz

nauczyła się pięknie usprawiedliwiać
spłacać grzechy dobrymi uczynkami

teraz się boi
tylu mężczyznom dała kawałek siebie
czy nie zabraknie jej do końca życia?

30.10.2007

Pierwszy był ojciec. Kiedyś Tata, Tatuś… Zdrobniale i z dużej litery. Dziś ojciec. To i tak dużo. Obiektywnie wspaniały facet, może nieco porywczy, cholernie emocjonalny, z resztą mam to po nim. Mówili o nim „dobry człowiek z sercem na dłoni”.  Pomagał ludziom. Dużo rozmawiał, potrzebował kontaktu z innymi – to też mam po nim. Zwierzał się. W ostatnich miesiącach choroby częściej „obcym” niż nam. Co pamiętam? Że nauczył się gotować i robił to świetnie. Że uwielbiał przemeblowywać mieszkanie, co chwilę coś przesuwał, przestawiał, wbijał gwoździki… I że jeśli kupił sobie jakiś nowy ciuch musiał go założyć najpóźniej następnego dnia – też mam to po nim. Ale pamiętam też dwie potężne awantury rok po roku, kiedy oboje z mamą wrócili z jakiejś imprezy mocno wstawieni i kiedy ojciec uderzył mamę.. Położyła się potem koło mnie a ja musiałam ojca wyrzucić z mojego pokoju. Podobno był zazdrosny. Podobno też lubił seks o wiele bardziej niż mama i potrzebował go o wiele bardziej niż ona. Czy dlatego popierdoliła mu się dojrzewająca córka z obiektem seksualnym? Nie pamiętam ile miałam lat. Po pierwszej miesiączce to na pewno. Obudził mnie w nocy, kiedy usiadł obok na łóżku. Rozpiął mi guziki od piżamy, położył moja rękę na swoim kroczu i wsadził mi swoją rękę w spodnie. Pieścił. I uciszał szeptem. I szeptem mówił też jakieś niby czułości. Dostałam orgazm. Nie pamiętam czy pierwszy w życiu – chyba nie. Wcześniej chyba sama odkryłam masturbacje. Ale na pewno pierwszy, do którego doprowadził mnie ktoś inny. Potem wstał i poszedł. Nie pamiętam czy coś powiedział na koniec. Nie pamiętam, kiedy zasnęłam. Czy coś myślałam? Czy chociaż raz zastanowiłam się nad możliwością krzyku, odepchnięcia jego ręki, ucieczki? Czy mama była obok w pokoju? Tyle rzeczy wymazałam. Pamiętam tylko, ze to trwało jakiś czas. Ze przychodziłam do niego w ciągu dnia, siadałam na kolanach i domagałam się pieszczot. Jak długo? Nie mam pojęcia. W końcu przestałam pozwalać mu się dotykać. I od tej pory przestałam też przytulać się do niego, dawać buziaki na dzień dobry. Zaczęłam unikać kontaktu fizycznego.

Do niedawna jeszcze sama myśl, sama próba opowiedzenia tego komuś wywoływała we mnie mdłości i takie dziwne uczucie w żołądku i w gardle. Teraz już potrafię o tym mówić. Teraz już nie wstydzę się tego. Nie obwiniam. Nie mam żalu do tej młodej dziewczyny, dziewczynki właściwie, którą byłam. Teraz już wiem, że córka kochająca bezgranicznie swego ojca zagubiła się w tym, co wolno było mu zrobić, nie znała jeszcze granicy swojej cielesności, przeczuwała jedynie, że coś jest nie tak.

Wiele, wiele lat zajęło mi dojście do takich wniosków. Wiele lat ucieczki, wymazywania, chlania, szukania zastępstwa, rozpieprzania swoich związków tak na wszelki wypadek. Myślę, że nawet rozpad mojego małżeństwa ma z tym ogromny związek. Ale to już temat na kolejny wpis…

stripped teddy

Reklamy

Czarny poniedziałek 3.10.2016r.

Wolna wola… To własnie z jej powodu poszłam w poniedziałek na Plac Mickiewicza, ramię w ramię z kobietami tak różnymi a tak zjednoczonymi oraz z mężczyznami,których wcale mało nie było. Bo wierzę w Boga, który Nas stworzył na swe podobieństwo i umiłował Nas bardzo i dał Nam wolną wolę własnie. Tak jak się miłuje własne dzieci ale daje im się wolność i prawo decydowania o sobie i prawo wyboru i prawo do błędów. Nie po drodze mi z taką wiarą do żadnego Kościoła. Ale nie przejmuje się tym. Gadam z Nim po swojemu co wieczór, czasem zadaje pytania także w ciągu dnia. Wierzę, że kocha mnie bezgranicznie tak jak ja kocham swojego Syna.
Było pięknie. Ciemno,chmurzaście,lało się z nieba prosto do torebek,butów, prosto na te słynne parasolki. Ale czuło się jedność i wspólnotę. Nasi przeciwnicy głosem mojego ukochanego Sąsiada mówili,że Bóg nas deszczem karze za ten protest, my zgodnie odpowiadaliśmy, że niebo płacze razem z Nami…
Tego co po oficjalnej manifestacji się działo nie widziałam. Ale nie wierzę,żeby te same kobiety zgodnie ze mną moknące nabrały nagle od tej wody agresji i rzuciły się na biednych policjantów z zakagańcowanymi psami. Wot znów przykład jak polityka wkracza ostatnio w nasze życie z buciorami, jak znów musimy tłumaczyć z polskiego na nasze to co mówią w państwowych wiadomościach, jak katolicki Kościół kilkorgiem swych przedstawicieli pakuje Nam się do portfeli i do majtek. Nie godzę się na to. Nie ja wybrałam ten rząd ale czuję się współodpowiedzialna za zbałamuconych i oszukanych rodaków. Wstydzę się przed Światem, że popierać Nas musi manifestacjami, że dyskutować o Nas muszą przy stołach Unijnych. Wstydzę się za kurdupla zakompleksionego wobec swego nieżyjącego brata i przekonanego, że jest głosem całego naszego kraju. Obawiam się, że czekają Nas długie lata mordęgi, kłótni, potyczek, bitew, zakłamania i bratobójczej nienawiści.
Wolna wola… To ona mówi mi, że nie przejmować się mam tym „co ludzie powiedzą” na kolejnego Mężczyznę odwiedzającego mnie o różnych porach dnia i nocy. Że wykpiwać mam obawy Mamy mojej takie właśnie. Że jeśli czuję to co czuję to nie krzywdząc nikogo mam prawo działać w imię swojego szczęścia. Więc tak też czynię.