Jesiennie…

Ile razy już mówiłam, że do szczęścia pełni potrzebuję także słońca? Aktualny nagły choć niby oczywisty atak jesiennej aury, deszcze, chmury, wicher jakiś, to wszystko usypia mnie jeszcze bardziej, zamyka w domowych pieleszach ale też nastraja łzawo i jakaś taka rozlazła mentalnie jestem. Łatwo się wzruszam, znów mam niedosyt przytuleń i czułości, przed chwilą wyprosiłam u Syna pozdrowienia z anteny radiowej i qrczę się wzruszyłam słysząc, że jestem „lisynerem nr 1”. Zmienił się mój Syn po tym wyjeździe dalekim, cieplejszy się stał, czuły bardziej, przytulić się da. A mnie to nadal bardzo potrzebne. I cieszę się z tych zmian bardzo. I z rozmów naszych normalniejszych jakby. Strasznie kocham to moje dziecko jedyne i tęsknię bezsensownie do czasów niedzielnych kaw wypijanych wspólnie w łóżku, jajecznicy Sebkowej wspólnie spożywanej przy wielkim stole z widokiem na ogródek i z Norą udającą śmiertelnie zagłodzonego psa pod nogami. Tyle czasu minęło a ja wciąż tęsknię.. Przestanę kiedyś??

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s