Mózgowa pauza…

Mózg mi wcisnął hamulec i popuszcza lekko pozwalając jedynie na podstawową fizjologię i ew. nałogowe oglądanie seriali na Netfliksie. Jakikolwiek umysłowy wysiłek wydaje się całkowicie niemożliwy. Tkwię w klatce własnego lenistwa i przesilenia wiosennego. Nawet tutaj ciężko mi odnaleźć i sformułować wlasne myśli.

Reklamy

Zapomniany niedokończony wpis z 9 listopada 2017

W zeszłym roku nauczyłam się o sobie mnóstwa rzeczy. O tym co jest dla mnie ważne. Co jest priorytetem. Z czego nie chce i nie umiem zrezygnować. No bo jak życie tak sobie płynie, goni, biegnie, mało mamy czasu, żeby poważnie się nad sobą zastanowić. Nawet AA I długoletnia terapia nie zmusiły mnie tak porządnie do autoanalizy jak zeszłoroczne traumy… Wiem, że cholernie ważna jest dla mnie własna samodzielność. Oczywiście cudownie jest polegać na kimś, poddać się opiece, ale mimo wszystko lubię być zosią samosią. Lubię też być nieco samolubna i egoistyczna. Zaspokajać własne potrzeby, choćby miał to być nowy lakier do paznokci w jakimś zachwycający kolorze czy nowe poszewki na poduszki.. Okazało się, że urządzanie tak dosłownie własnego mieszkania daje mi cholerną satysfakcję. Nawet jeśli wszystkie meble mają być białe a w domu ma być pełno niepraktycznych bibelotów. Dopasowanie dekoracji do pór roku i aktualnych świąt zawsze było moim hoplem. Kochałam atmosferę, którą tworzą kolorowe lampki, wzory na poduszkach, serwetki. Seba mnie skutecznie ograniczał w zapędach no bo wiadomo kasa… Teraz pomimo jakże zminimalizowanych zasobów finansowych nadal zmieniam dekoracje w zależności od aktualnych świąt…

Pamiętnik…

Przypomniałam sobie dziś o czymś… O 5 nad ranem, jak zwykle obudzona przez fizjologiczną potrzebę i jak zwykle nie mogąc zasnąć potem.Myśląc jak zwykle o Kaju i naszej kłótni. Przypomniałam sobie jak kiedyś, nie wiem czy jest na to usprawiedliwienie, przeszukiwałam pokój Młodego i znalazłam notesik, w którym zapisywał różne rzeczy a w nim wpis na swój temat. Bardzo ostry, bluźnierczy, zszokowana skojarzyłam, że Kaj z kolei przejrzał moją szafkę nocną i znalazł mój pamiętnik, w którym zapisywałam wiersze, erotyki, pragnienia intymne, wspomnienia seksualne… Z którego dość brutalnie dowiedział się, że matka prowadzi intensywne życie erotyczne nie tylko z jego ojcem… Przerażona, że opowie Sebastianowi, zapisałam w pamiętniku notatkę, rodzaj listu do Syna, w którym sugerowałam, że źle zrozumiał, że to fikcja itp. Potem bardzo szybko wyrzuciłam całe zdarzenie z pamięci, wstydząc się siebie, Jego…. Dziś pomyślałam, że to co przeczytał i to co sobie wtedy o mnie pomyślał musiało mocno namieszać Mu w głowie. Że nienawiść splotła się z miłością już nierozerwalnie. Do tego pamięć o wyprowadzce z domu kiedy zostawiłam Go z ojcem…. Potem słyszał wielokrotnie nasze awantury, podczas których Sebastian niejednokrotnie tą wyprowadzkę i Piotra mi wypominał… Czyli żył sobie w przekonaniu, że ma matkę… no tak… nawet tu tego słowa nie wypowiem… wstydzę się…. Czy mi to kiedyś wybaczy??

Sny…Lustro mojej duszy…

Sny zawsze pokazywały co tak na prawdę dzieje się w moim środku…czego się boję, co mnie dręczy, co zjada od środka…Jest na świecie tylko jedna osoba, której mogę opowiedzieć każdy sen. Nawet ten o Kaju…nawet te, o których staram sie zapomnieć jak tylko się obudzę… Tylko Ona wie skąd się biorą…

Dziś było wszystko… Kaj Seba alkohol fajki… Wszystkie moje strachy i nałogi… Kolejna senna próba wyjaśnienia tego czego nie da się wyjaśnić… Zabawne, że chodziłam nie kulejąc,  pływałam bez ograniczeń bólu ręki, ścięłam włosy pomimo planowanego ślubu.. No i ten tatuaż na pół pleców… Obudziłam się z tzw. suchym kacem, ze smakiem whisky w ustach, z ręką, która przed chwilą trzymała papierosa.. Tłumacząc Sebie co różni mnie od Marty… Co strach przed rwaniem ósemki potrafi zrobić z psychiką 😉.

Zadanie domowe…

Dobrze, że Młody prowadzi raz w tygodniu audycję w studenckim radio – mam przynajmniej wtedy okazję Go usłyszeć, dowiedzieć się, że żyje.. Wciąż walczę z chęcią zadzwonienia. Wciąż chodzi mi po głowie myśl, że rolą rodziców jest oczywiście wychowywać ale przede wszystkim być zawsze do dyspozycji i kochać pomimo wszystko. Jestem, kocham, ale jednocześnie odczuwam coś w rodzaju złości, jestem urażona, czuję się obrażona i potraktowana niesprawiedliwie w zemście za to, że rzeczywistość jest inna niż by chciał i niż sobie wyobrażał. Nie wiem czy wrócił na studia, czy znalazł jakąś pracę, czy je jakoś w miarę przyzwoicie. Chciałabym mu dać nauczkę a jednocześnie tęsknię cholernie. „coś na kształt złości” to był właśnie powód mojej pracy domowej na terapii. Paulina spytała czemu nie jestem zła? Po pierwsze boję się złości jako takiego wqurwienia, które kiedyś potrafiło mnie zaślepić i pozbawić resztek rozsądku. Boję się tak silnych emocji że względu na swój nadwyrężony mózg. No i przede wszystkim boję się, że Go stracę. Panicznie się tego boję. Ale tak,  przegiął, potraktował mnie jak worek treningowy,wykorzystał jako argument na wszystko. Wyrzygał w ten sposób złość na rzeczywistość, która pewnie nie spełniła oczekiwań. Moja terapeutka twierdzi, że utkwił gdzieś pomiędzy przekonaniem o swej dorosłości a potrzebą opieki. I miota się nie wiedząc za bardzo co wybrać. Boję się, że w tym zapamiętaniu zrobi coś głupiego, nieodpowiedzialnego, czego konsekwencje będzie ponosił długo. Ja pitolę Synu jak śmiałeś mnie tak potraktować? Bez serca, empatii, współczucia. Przecież jestem Twoją matką nie jakimś tam obcym człowiekiem. I bardzo dobrze zdaje sobie sprawę ze swoich błędów, z traum, których doświadczyłeś, z tego, że byłam kiepską mamą. Ale do cholery nie tylko!! Byłam obok Ciebie tak często i tak blisko jak tylko umiałam. Przytulałam, słuchałam, wycierałam łzy, objaśniałam świat. Starałam się, często za dwoje… Bez wsparcia, bez oparcia, bez pochwał, w pojedynkę. Bo przecież Jego nie było prawie nigdy. Na odległość, na telefon, na weekend. I jeszcze śmie mi powiedzieć, że nie wie co się między nami działo… Że niby co??? Fuck… Fakt nie byłam idealna ale przecież są gorsze prawda? Więc może porozmawiaj w końcu ze mną jak dorosły z dorosłym pamiętając, że choroba mnie zmieniła i ta twarda Zosia samosia, którą znałeś już nie wróci!! Mam hiper wrażliwość, płaczę często, nic na to nie poradzę. Zaakceptuj wreszcie mnie po chorobie i po rozstaniu z Twoim Ojcem. Pewne rzeczy i stany już nie wrócą, też żałuję czasem, że czasu nie da się cofnąć. Ale masz mnie jedną a ja mam Ciebie. I kocham Cię nad życie. I tęsknię…

Testament?! Jednak nie….

„Testament”

Jesteś jak marzenie senne i koszmar nocnej samotności
jak piękno życia i niepokonana groza przemijania
gdyby ktoś jednak miał w spadku dostać dar mojej miłości
tylko Ty miałbyś prawo do jej zatrzymania
tylko Ty mógłbyś jednym nikłym gestem
wstrzymać upływ czasu – jak w tym wierszu Boy’a
Ty – ponieważ jesteś
a nic nie jest tak nieodzowne jak obecność Twoja…

wrzesień”94

http://wiersze.kobieta.pl/autor/wiedzma-30386

Ostatnio miałam trochę okazji sprzyjających myśleniu o śmierci. Bez dramatyzowania. Tak po prostu, jak o czymś co nieuniknione i nieprzewidywalne…Myślę, że przestałam się jej bać… dużo bardziej przeraża mnie wizja kalectwa, niesprawności fizycznej czy umysłowej, samotności i braku miłości… Poza tym już wiem, że może przyjść zupełnie niespodziewanie, niezaplanowana… Rzadko jesteśmy na nią gotowi, w końcu nadzieja umiera ostatnia… Ten ponad rok temu bałam się jej tylko przez chwilę, bałam się, że nie zdążę naprawić relacji z Synem, że nie będę miała szansy niczego mu wyjaśnić… Żal mi też było rozpoczynającego się dopiero związku z Tomaszem… Potem, ktoś litościwy wyłączył mi świadomość i bali się o moje życie już „tylko” moi bliscy. Obrzęk mózgu… Dziś przez przypadek trafiłam w tv na jakiś dokument o którymś z polskich szpitali, gdzie nie rozpoznali udaru u pięćdziesięcioparoletniego faceta, nafaszerowali go przeciwbólowymi lekami i odesłali do domu… Oczywiście zmarł…Miał obrzęk mózgu… Daje do myślenia…. Tak bardzo chciałam wyprostować wszystkie relacje, pozamykać wszystkie sprawy….I co? Nawet na tym polu poległam… Udało mi się „po drodze” stracić kogoś, kogo uważałam za przyjaciółkę… A co do prostowania relacji… Niektóre plączą się jeszcze bardziej… Kłótnia z Kajem ciąży mi na sercu bardzo… Wciąż zadaje sobie pytania co robić dalej… Czy w ogóle coś… Czy zostawić, odpuścić, dać Mu czas na przemyślenia… Qrwa przecież mam Go tylko jednego, nie chcę stracić kontaktu z Nim, ale z drugiej strony nie chcę pozwolić się tak traktować… Bo Jemu się należy.. Dziś usłyszałam, że mam to szczęście, że to mój były mąż spełnia w całości prawnie określone potrzeby naszego Syna. I te hasła „powinniśmy”, „powinnaś”… Kto mu dał prawo mówić mi co powinnam?? Powinnam kochać moje dziecko, powinnam wiedzieć jakie błędy popełniłam i próbować je naprawić… Ale czy zadośćuczynieniem mają być pieniądze?? Jasne, że wolałabym aby nic strasznego nam się nie przytrafiło, chciałabym cofnąć czas o te co najmniej 15 lat, zatrzymać się wtedy w pędzie nie wiadomo po co, odstawić butelkę z whisky, wyrzucić papierosy, poprosić Sebę żeby nie robił kariery kosztem rodziny, odrzucić te czy tamte zaloty, pójść na terapię co najmniej 10 lat wcześniej, nie spełniać każdego kaprysu Kaja… Ale nie mam tej mocy… Muszę żyć ze świadomością tego, co spieprzyłam, spieprzyliśmy…Bojąc się, że niczego już nie naprawię… A o odkupienie będę błagać tego faceta u góry….

Ale nie do końca o tym chciałam pisać… Chciałam napisać, że gdyby kolejnym razem mi się nie udało… Tak, chciałam napisać coś w rodzaju testamentu… Ale… Zmieniłam zdanie… Nie chcę kusić losu… więc…. co ma być, to będzie…

 

Jakiej jeszcze pokuty mam oczekiwać?

Dziś po raz pierwszy od udaru pomyślałam, że może nie powinnam go przeżyć. Pamiętam, jak podejmowałam decyzję o zaprzestaniu picia, przez dwa tygodnie pomiędzy pierwszą a kolejną wizytą w poradni AA, cierpiąc na bezsenność, drżenie rąk, opędzając się od samobójczych myśli, myślałam, że jak to przetrwam,  to potem będzie już tylko lepiej. Tak jak chlając wmawiałam sobie, że gdy się obudzę następnego dnia większość problemów zniknie, tak w zaprzestaniu chlania widziałam zbawienny koniec tychże. Potem okazało się, że życie na trzeźwo jest dużo gorsze, że nie ma fanfarów, oklasków, klepania po plecach, jest gorzej bo nie ma gdzie się schować przed tym wszystkim co mnie przerastało. Kiedy po udarze w końcu uświadomiłam sobie, jakie miałam szczęście przeżywając, myślałam, że nic gorszego już mnie nie spotka, że wyczerpałam limit, dostałam drugą szansę, więc teraz będzie już tylko lepiej. Spotkanie Tomka tylko mnie utwierdzilo w tym naiwnym oczekiwaniu tęczy i aniołów. Cóż, po raz kolejny okazało się, że jestem jeszcze bardzo niedojrzała. Usłyszałam dziś bardzo dużo złych rzeczy na swój temat, bardzo dużo oskarżeń o zmarnowane dzieciństwo, dużo ostrych słów o byciu okropną,  egoistyczną, krzywdzącą matką, którą mój Syn kojarzy jedynie z krzykiem i przemocą. Patrzyłam na niego załzawionymi oczami i szukałam w nim tego błękitnookiego chłopczyka, który tak ufnie trzymał moja dłoń, ledwie chwilę temu. A potem mój świat po raz kolejny zatrząsł się w posadach a moje niedawno sklejone serce popękało ponownie. Wiem, że ma prawo oskarżyć  mnie o wiele zaniedbań, nie spodziewałam się jedynie zarzutu kompletnego braku miłości… Bycie mamą stanowiło przez 22 lata sens mojego istnienia. Kim jestem jeśli mi to zakwestionowano?